Kategorie
Praga-Północ Praga-Południe

Co dalej z obwodnicą Śródmieścia?

  • Już niedługo powinniśmy doczekać się decyzji środowiskowej dla Obwodnicy Śródmieścia (od Ronda Wiatraczna do ul. Radzymińskiej);
  • Miasto chce ponownie ocenić projekty węzłów Radzymińska i rondo Żaba;
  • Nadal brakuje środków w budżecie, a koszty inwestycji w porównaniu do 2017 roku z pewnością wzrosły ponad planowane 1,5 miliarda złotych.

Obwodnica Śródmieścia to jedna z najważniejszych stołecznych tras mających na celu wyprowadzenie ruchu z centrum Warszawy. Prowadzi od Trasy Łazienkowskiej przez plac Zawiszy, rondo Babka, most Gdański po ulicę Stefana Starzyńskiego. Dalej trasa obwodnicy się urywa. Kiedyś miała przebiegać śladem tzw. Trasy Tysiąclecia, obecnie rezerwa pod obwodnicę jest wytyczona już na Targówku, za wałem kolejowym, a dalej wiaduktem nad torami do Ronda Wiatraczna (pod którym obwodnica miałaby biec w tunelu).

Budowę obwodnicy obiecywano już w 2004 roku, następnie temat wrócił na Euro 2012, a od tego czasu dokończenie ringu regularnie wraca w obietnicach wyborczych, a potem budowa jest odkładana “na później”. Tyle historii.

Ostatnie przesunięcie budowy miało miejsce w roku 2019. Od tego czasu prace – przynajmniej na poziomie kompletowania niezbędnej dokumentacji – toczą się, ale w iście żółwim tempie.

Decyzja środowiskowa

Odcinek od ronda Wiatraczna do ulicy Radzymińskiej nadal nie doczekał się wydania decyzji środowiskowej – to podstawowy dokument niezbędny do rozpoczęcia budowy. Po kilku latach przepychanek między stołecznym ratuszem a Regionalną Dyrekcją Ochrony Środowiska raport dotyczący oddziaływania inwestycji na środowisko uznano wreszcie za kompletny.

Do końca lipca będą trwały obowiązkowe konsultacje społeczne (można wziąć w nich udział wysyłając e-mail pod adres warszawa@rdos.gov.pl). Przy dobrych wiatrach wydania decyzji środowiskowej możemy spodziewać się jeszcze w tym roku.

Studium komunikacyjne

Sprawę jednak komplikuje fakt, że na odcinek od Radzymińskiej do Ronda Żaba niedawno zamówiono opracowanie studium komunikacyjnego. Dokument ten ma m.in na nowo przeanalizować rozwiązania węzła Żaba i węzła Radzymińska, z uwzględnieniem planowanej przez PKP PLK rozbudowy układów torowych i nowych przystanków kolejowych w rejonie węzła Żaba, a także na nowo zdefiniować wzajemne powiązania transportu publicznego oraz ciągi piesze i rowerowe (w obecnym, wstępnym projekcie zwłaszcza węzeł z ul. Radzymińską utrzymuje wszystkie patologie w ruchu pieszych z jakimi ta okolica obecnie się boryka), w celu stworzenia efektywnych węzłów przesiadkowych.

Na dziś nie jest wiadome czy powyższe opracowanie będzie musiało zmieścić się w granicach określonych w nadchodzącej decyzji środowiskowej, czy też będzie mogło wychodzić znacząco poza nie. Od tego zależeć będzie, czy będzie potrzebne wydanie dodatkowych dokumentów (w najgorszym wypadku – nowej decyzji).

Skąd wziąć pieniądze?

Kolejny poważny problem stanowi fakt, że nawet na budowę obwodnicy od ronda Wiatraczna do ul. Radzymińskiej póki co nie ma pieniędzy. Jeszcze przed gwałtownym wzrostem inflacji i kryzysem na rynku materiałów budowlanych wyceniano jej budowę na ok. 1,5 miliarda złotych.

Koszty te z całą pewnością znacząco wzrosły, a dodatkowo mocno windują je planowane rozwiązania – tunel pod rondem Wiatraczna oraz przekrój od 3 do 4 pasów ruchu szerokości.

Bez wsparcia unijnego albo rządowego Warszawie trudno będzie znaleźć tak ogromne środki – a podobno “odchudzenie” inwestycji albo etapowanie jej nie wchodzi w grę. Szkoda.

Dlaczego obwodnica jest potrzebna?

Budowa obwodnicy Śródmieścia pozwoliłaby na odciążenie z tranzytu ulicy Targowej i znacząco skróciła czas przejazdu między Pragą-Północ a Pragą-Południe. Nieustająco kibicujemy jej budowie, choć mamy nadzieję, że urzędnicy poprawią projekt – zwłaszcza pod kątem wygody pieszych, rowerzystów i pasażerów transportu publicznego.

Obwodnica powinna stanowić także szybką trasę dla autobusów (jak chociażby na Trasie Łazienkowskiej) i integrować różne środki transportu publicznego poprzez wygodne węzły przesiadkowe, a nie wyłącznie stanowić szybką trasę dla komunikacji indywidualnej.

Warto, aby stołeczni urzędnicy mieli to na uwadze, zwłaszcza biorąc pod uwagę skalę i cenę tej ważnej dla Pragi inwestycji!

Tekst pierwotnie ukazał się na fanpage Porozumienia dla Pragi. Podziękowania dla Daniela Radomskiego z Warszawskie niedasię za korektę merytoryczną.

Kategorie
Praga-Północ Różności

Komu przeszkadza Budżet Obywatelski?

Kolejne głosowanie w Budżecie Obywatelskim za nami. Zwycięskie projekty tradycyjnie już w dużej części dotyczą zieleni i rowerów. Dla niektórych radnych to cierpienie nie do zniesienia.

“Przegląd Praski” szczuje po porażce

W tym roku żaden z projektów zgłoszonych na Pradze-Północ przez ponure stowarzyszenie “Kocham Pragę” nie dostał się do finału, mimo ogromnego wsparcia ze strony radnych, urzędników i zarządu dzielnicy. Na łamach “Przeglądu Praskiego” wydawanego przez praskiego radnego-hejtera Kamila Ciepieńko ukazał się artykuł tej treści:

Moim zdaniem redakcja powinna cieszyć się z porażki. Gdyby projekt neonu reklamującego “Kocham Pragę” przeszedł w głosowaniu, anonimowy mieszkaniec będący jego autorem zapewne skończyłby z zarzutami w związku z finansowaniem kampanii wyborczej z budżetu gminy.

Gdyby towarzystwo z “Kocham Pragę” uczyło się na swoich błędach, porażkach i nieprzyjemnych przygodach z prawem być może dostrzegliby dlaczego na Pradze-Północ każdego roku wygrywają projekty związane z zielenią. Niestety nie widzę na to większych szans, więc pewnie zamiast tego zabetonują kolejny skwer albo wytną więcej drzew w imię “walki z lewacką ideologią”.

Radny Kobyliński przegrywa nawet, gdy wygrywa

Dużo bardziej kuriozalny jest komentarz Ernesta Kobylińskiego, praskiego radnego “Solidarnej Polski” (to ta partia Ziobry), związanego niegdyś z pismem “Nacjonalista” i Rodziną Radia Maryja. 

Ogólnie wyniki głosowania na poziomie Warszawy są całkiem rozsądne. Niestety nie można tego powiedzieć o głosowaniu w Dzielnicach. Na Pradze-Północ przeszedł tylko jeden sensowny projekt.

W innych Dzielnicach też nie wygląda to dobrze. Często na poziomie Dzielnic głosowanie zostało zdominowane przez lokalne grupki tzw. pato-aktywu. To bardzo niebezpieczny precedens, który z roku na rok jest coraz bardziej widoczny.

Frekwencja w głosowaniu kolejny raz okazała się porażką. W skali miasta, które ma około 2 miliony mieszkańców, głosowało około 90 tyś. osób. Kolejny rok widać, że BO mieszkańców nie interesuje. Przez to na poziomie Dzielnic przechodzą projekty nieistotne a czasem nawet szkodliwe, które zdobywają niewielką ilość głosów.

Kuriozalny, bo jeden z projektów Ernesta ukończył głosowanie na 3 miejscu wśród projektów ogólnomiejskich. Radny chwali się, że zdobył 23 tysiące głosów, co pokazuje, że (zwłaszcza na poziomie dzielnic) projekty związane z zielenią i rowerami to efekt mobilizacji “lewicowych fanatyków”.

Tymczasem jakie projekty zajęły miejsce 1 i 2?

  • 2050 Drzew dla Warszawy (27805 głosów)
  • Asfaltowe Drogi dla Rowerów (27618 głosów)

Projekt Ernesta wygrał, bo było na niego zapotrzebowanie, a nie dlatego, że radny jest jakąś ikoną antysystemowości. Jego galeria niespełnionych obietnic Trzaskowskiego zebrała zaledwie 1054 głosy – czyli o 17 tysięcy mniej od projektu dotyczącego ławek oraz 20 tysięcy mniej od projektu dotyczącego kontraruchu rowerowego.

Jaki z tego wniosek? Przechodzą projekty dobre, o chwytliwych nazwach i na które jest zapotrzebowanie. Inne w głosowaniu giną. Radny przejechał się na taktyce zgłaszania kilkudziesięciu projektów do dzielnicowego BO, więc teraz BO jest zły. Proste.

W dalszej części wpisu radny Kobyliński pisze, że wpisanie Budżetu Obywatelskiego do ustawy było błędem, a BO w Warszawie powinien zostać zlikwidowany lub “zawieziony” (sic), ponieważ się nie sprawdza. 

Prawda jest jednak nieco inna od wyobrażeń radnego. Gdyby BO nie wpisano do ustawy, lokalni watażkowie po prostu by go nie stosowali, jeszcze bardziej ograniczając prawo mieszkańców do decydowania o swoich własnych podatkach. Biorąc pod uwagę nacjonalistyczne zapędy Ernesta, nie dziwi mnie, że to właśnie jemu marzy się zamach na demokrację bezpośrednią.

No dobra, ale co z frekwencją?

W tym roku frekwencja wyniosła 88861 głosów. Nie będę pisał, że to wynik dobry, bo nie jest dobry. To prawie 5 tysięcy głosów mniej niż w roku poprzednim, a spadek jest stały i widoczny od lat.

Jak to zmienić? Nie wiem. Sam uczestniczę aktywnie w promocji projektów do Budżetu Obywatelskiego i widzę wyraźnie, że zainteresowanie wzrasta pierwszego i ostatniego dnia, a poza tym BO jest praktycznie niewidoczny. Na pewno mają na to wpływ zawłaszczanie budżetu przez radnych oraz niejasne kryteria oceny. Zapewne zawodzi też promocja po stronie miasta i pokazywanie korzyści, jakie mieszkańcy mają z Budżetu Obywatelskiego. Obojętne też nie są wpadki, takie jak ta z placem zabaw w Dolince Służewieckiej.

Nie zgadzam się jednak ze stwierdzeniami, że Budżet Obywatelski jest do wyrzucenia. Widać zresztą, jaką radość może wywołać zwycięski projekt nawet wśród społeczników, którzy mają poglądy inne niż “lewicowi fanatycy” których z zapałem godnym inkwizytora tropi radny Kobyliński 😉

Polecam wszystkim podejście pani Doroty do Budżetu Obywatelskiego. Zamiast płakać, bojkotować i szczuć lepiej zgłaszać własne projekty i mobilizować sąsiadów do głosowania. 

Kategorie
Różności

Pomóż ocalić linie 177 i 25 przed cięciami!

Zarząd Transportu Miejskiego w Warszawie po otwarciu nowych stacji metra na Bródnie i Bemowie chce zmienić trasy części linii, a część zlikwidować. Jest to zrozumiały ruch – kolejka podziemna jest wygodna, szybka i przewozi wielu pasażerów na raz.

Pytanie tylko, co do otwarcia metra ma likwidacja jedynej linii łączącej ze sobą (bezprzesiadkowo) północ i południe Ursusa, oraz linii tramwajowej łączącej Białołękę, Targówek i Pragę z Ochotą? Jakby nie patrzył, ani na Ochotę, ani do Ursusa metro nie dojeżdża…

Pomóż uratować linię 177

Jeżeli chcesz wziąć udział w konsultacjach online, zachęcam do wysłania maila pod adres konsultacje@ztm.waw.pl – jako propozycję treści zamieszczam poniższego maila:

Dzień dobry. Jako mieszkaniec Ursusa mam bardzo duże uwagi co do zmiany przebiegu linii 177. Linia ta jako połączenie dowozowe do metra nie ma sensu – po pierwsze, likwiduje się w ten sposób jedyne bezpośrednie połączenie obu części Ursusa (w tym dojazd do Urzędu Dzielnicy z Czechowic i Skoroszy). Po drugie, autobusy będą utykały w korku przy Factory. Dużo lepszy dojazd do metra jest przez ulice Gierdziejewskiego i Połczyńską, gdzie korków praktycznie nie ma i autobusy nie muszą tracić cennych minut na czekanie do lewoskrętu.
Podzielenie 177 na dowozówkę do metra i 207 w drugiej części dzielnicy sprawia, że mieszkańcy chcący dostać się do szkół w południowej części dzielnicy (okręg szkolny dla Szamotów wypada na Skoroszach) będą musieli się przesiadać. Podobnie z mieszkańcami południa Ursusa chcącymi dojechać do Urzędu Dzielnicy. Linie 177 i 207 nie będą miały nawet wspólnego przystanku. Jak zatem osoby z niepełnosprawnościami, seniorzy czy rodzice z dziećmi mają poruszać się po dzielnicy – przechodząc tunelem pod torami i robiąc sobie kilkaset metrów spaceru do Urzędu?
Kategorycznie sprzeciwiam się takiej fragmentaryzacji i likwidacji jedynego bezpośredniego połączenia między ważnymi punktami dzielnicy, takimi jak szkoły, urzędy i przychodnie. Jeżeli miasto chce zapewnić lepszy dojazd do metra, niech organizuje go za pomocą innej linii. Próba zmiany autobusu 177 w dojazdówkę do metra to karanie mieszkańców Ursusa za to, że na Bemowie otworzyli metro.

Oprócz pisania maili, można też wziąć udział w konsultacjach na żywo. Spotkanie w Ośrodku Kultury „Arsus” (ul. Traktorzystów 14) odbędzie się już jutro, 13 kwietnia (środa) w godzinach od 17 do 20.

Pomóż uratować linię 25

Jako szablon maila do konsultacji w sprawie tramwaju numer 25 możesz wykorzystać poniższy przykład:

Jako mieszkaniec jestem kategorycznie przeciwny likwidacji tramwaju 25 na obecnej trasie. O ile rozumiem chęć wzmocnienia brygad tramwajowych jadących z Wiatracznej do centrum, likwidacja tego połączenia sprawi, że podróżni jadący z Nowej Pragi będą musieli polegać na niewygodnych przesiadkach na przeskalowanych i niewygodnych węzłach. Ta zmiana uderzy najmocniej w rodziców z dziećmi w wieku szkolnych oraz seniorów i osoby z ograniczeniami w poruszaniu się, czyli te, które już na starcie są poszkodowane gdy trzeba skorzystać z przesiadek na metro. Trasa „25” pokrywa się z metrem tylko na 2 przystankach, więc trudno uznawać M2 jako wygodne zastępstwo. Tramwaj jest też wygodnym dojazdem do wielu szkół oraz największej placówki opieki zdrowotnej w stolicy – szpitala uniwersyteckiego na Banacha.

Poza konsultacjami online, możesz wziąć udział w spvotkaniu na żywo dnia 21 kwietnia (czwartek) w budynku stojącym w miejscu dawnego Kina Praha (Jagiellońska 26) w godzinach od 17 do 20.

Presja ma sens!

Zarząd Transportu Miejskiego zdaje się zapominać, że choć linie metra wydłużają się, to nie wszyscy mieszkańcy mają w podróży po drodze do metra, a liczba mieszkańców stolicy stale rośnie – ostatnio, w wyniku wojny w Ukrainie powiększyła się o dodatkowe 300 tysięcy głów, które też muszą jakoś dojechać do szkoły, sklepu itd.

Ostatecznie decyzja należy oczywiście do urzędników, ale doświadczenie podpowiada, że im więcej głosów przeciwko cięciu linii otrzymają, tym bardziej będą musieli wziąć je pod uwagę. Także jeżeli zależy Tobie na utrzymaniu swojego lokalnego połączenia – koniecznie weź udział w konsultacjach!

Kategorie
Praga-Północ Praga-Południe

Czy miasto rezygnuje z tunelu za Dworcem Wschodnim?

Kilka dni temu Ratusz ogłosił konsultacje społeczne ws. zmiany studium zagospodarowania rezerwy po Trasie Tysiąclecia. Na niektórych fanpejdżach zawrzało – “po latach walki o tunel miasto z niego rezygnuje! Będzie rowerostrada!” Jaka jest prawda?

Rys historyczny

Trasa Tysiąclecia to połączenie drogowe planowane jeszcze w przedwojniu, mające charakter wschodniej obwodnicy śródmieścia Warszawy. W PRL-u nadano jej nazwę i zaplanowano jako szeroką trasę, mającą od 2 do 3 pasów w każdą stronę, wymagającą wyburzeń części kamienic, budowy wiaduktu nad linią do Dworca Wileńskiego i przebicia tunelu za Dworcem Wschodnim.

Trasy nigdy nie zbudowano, tunelu nie przebito, rezerwa została. W kuluarach mówiono, że miasto rezygnuje z budowy Trasy Tysiąclecia jeszcze za prezydentury Lecha Kaczyńskiego – miała ją zastąpić wschodnia część Obwodnicy Śródmieścia, biegnącej od Ronda Wiatraczna do Ronda Żaba (na którą niestety mieszkańcy prawej strony miasta nadal czekają).

Konsultacje ogłoszone przez Ratusz kilka dni temu to tylko potwierdzenie tych nieoficjalnie krążących informacji. Dlaczego miasto chce zrezygnować z rezerwy? To akurat wydaje się być proste – dublowanie przyszłej obwodnicy jest bez sensu, a działki na Pradze-Południe i Pradze-Północ są warte kupę pieniędzy, a obecne studium blokuje ich sprzedaż zabudowę.

Co z tunelem za Wschodnim?

Pozostaje pytanie – co z tunelem za Dworcem Wschodnim? Według obecnej koncepcji tunel zostaje jako przeprawa drogowa z trasą tramwajową, drogą dla rowerów oraz chodnikiem dla pieszych. Ma mieć także połączenie ze schodami na perony Dworca Wschodniego.

Łatwo to sprawdzić – wystarczy wejść na stronę 78 koncepcji, gdzie można przeczytać co następuje:

Działania o charakterze międzydzielnicowym obejmują przede wszystkim budowę nowego odcinka drogi o charakterze lokalnym stanowiącym połączenie komunikacyjne Dzielnicy Praga Północ i dzielnicy Praga Południe.

Dowodzi tego też znajdująca się w koncepcji (możecie się z nią zapoznać na stronie konsultacji społecznych) mapa:

Image
Czerwonymi strzałkami zaznaczyłem drogę, która ma zostać wybudowana.

Bez paniki, panowie

Tymczasem znani ze swoich prawicowo-wolnorynkowych poglądów Dariusz Kacprzak (wiceburmistrz Pragi-Północ z ramienia Bezpartyjnych Samorządowców), krewki radny PiS z Pragi-Południe Marek Borkowski oraz związana z radnym PiS z Pragi-Północ Ernestem Kobylińskim Fundacja Starzyńskiego już biją w mediach społecznościowych na alarm, pisząc, że radni i samorządowcy walczyli o tunel, a teraz go nie będzie.

Po pierwsze – radni owszem, walczyli – choć moim zdaniem większe zasługi ma radny Lewicy Mariusz Borowski, który stale tematu pilnował, niż rady dzielnic Praga-Południe i Praga-Północ, które włączyły się do aktywnej walki o tunel stosunkowo późno – nie należy jednak o tym wsparciu zapominać, ponieważ z całą pewnością pomogło sprawie!

Po drugie – pan Kacprzak akurat o tunel nie walczył wcale, na co mam dowód w postaci oficjalnego pisma, w którym dzielnica Praga-Północ przyznaje, że nigdy nie odbył żadnego spotkania w przedmiotowej sprawie. Nie jest to nic nowego – wiceburmistrz jest znany z niepodejmowania żadnych działań wykraczających poza jego kompetencje.

Mam nadzieję, że panika na prawicy nie wynika ze złej woli i chęci dokopania Trzaskowskiemu za wszelką cenę, tylko jest zwyczajną pomyłką i konsekwencją tego, że panowie po prostu nie przeczytali koncepcji, którą komentują. Jeżeli tak, pozostaje liczyć na to, że już niedługo opublikują sprostowanie nieprawdziwych informacji, które podali.

Tunel za Wschodnim powstanie

Od kiedy przeprowadziłem się na Pragę-Północ, praktycznie cały czas interesowałem się tematem tunelu za Wschodnim. Zależało mi na tym, żeby powstał, a dotarły do mnie drogą mailową informacje, że stołeczni urzędnicy kolokwialnie mówiąc “położyli lachę” na temacie.

Razem ze stowarzyszeniami Porozumienie dla Pragi, Miasto Jest Nasze oraz stowarzyszeniem Wiatrak nagłaśnialiśmy sprawę, pisaliśmy do urzędników miejskich i dzielnicowych oraz praskich parlamentarzystów (szczególne podziękowania należą się tutaj Magdalenie Biejat z Razem oraz Pawłowi Lisieckiemu z PiS), prosiliśmy o pomoc radnych dzielnicy i miasta (tutaj wspierał nas zwłaszcza radny Lewicy Marek Szolc). Ze strony mediów ogromnie wspierał sprawę red. Jarosław Osowski z „Gazety Wyborczej”.

Ostatecznie, wspólnymi siłami, udało się doprowadzić do “wyrzucenia z siodła” głównych hamulcowych w postaci wiceprezydenta Soszyńskiego i Biura Mobilności w Ratuszu. 

Od tamtego czasu prezydent Trzaskowski doszedł do porozumienia z PKP PLK, w czym wydatnie pomogło mu zaangażowanie wiceprezydenta Olszewskiego. Nie ma co się jednak oszukiwać, to od początku była gra zespołowa w którą były zaangażowane (niemal) wszystkie związane z Pragą strony. I chwała im za to. Tym bardziej nie potrafię zrozumieć, dlaczego część samorządowców próbuje na Twitterze uparcie zmienić ten sukces w klęskę.

Konsultacje w sprawie Trasy Tysiąclecia

Choć koncepcja “urowerowienia” rezerwy pod Trasę Tysiąclecia i zabudowy części działek bardzo mi się podoba, nie brakuje w niej zgrzytów. Jeżeli chcecie przeczytać szerszą analizę, zapraszam na stronę Porozumienia dla Pragi, gdzie opisaliśmy nasze zastrzeżenia w szczegółach.

Zachęcam do wzięcia udziału w konsultacjach – choćby mailowo. Warto upomnieć urzędników o połączenie Kijowskiej z Kawęczyńską oraz zachowanie w całości skweru przy Folwarcznej i Radzymińskiej. 

Na spotkaniu online 12 kwietnia br. o 17:00 na platformie Zoom – aby się zapisać, należy napisać maila pod adres dialogwplanowaniu@um.warszawa.pl

Na żywo w następujących punktach konsultacyjnych:

21 kwietnia, godz. 16:00-19:00 – Szkoła Podstawowa nr 3, Kawęczyńska 2;

28 kwietnia, godz. 16:00-19:00 – Urząd Dzielnicy Praga-Południe, Grochowska 274, sala 305.

Mailowo na adres: dialogwplanowaniu@um.warszawa.pl

Kategorie
Różności

Co to jest przeskalowana infrastruktura?

Czytając o mieście często możemy spotkać się ze sformułowaniem “przeskalowanej infrastruktury”. W niniejszym tekście postaram się naprędce przybliżyć, skąd bierze się przeskalowana infrastruktura, dlaczego jest dla miasta niekorzystna i co można z nią zrobić.

Dlaczego wszystkie drogi nie mają pięciu pasów ruchu?

Odpowiedź na to pytanie wydaje się być intuicyjnie wręcz prosta. Na lokalnych, osiedlowych ulicach pięć pasów ruchu nigdy nie miałoby okazji zapełnić się pojazdami, kosztując przy tym koszmarnie dużo pieniędzy i zajmując ogromne połacie przestrzeni.

Podobnie rzecz miewa się w przypadku np. szerokości ulic. Nie bez powodu są one obecnie ustandaryzowane i np. w przypadku drogi głównej (klasy “G”) wynoszą dokładnie 3,5 metra szerokości na pas ruchu.

Ustawodawca (dzięki pomocy inżynierów) ocenił, że właśnie taka szerokość pozwala na bezpieczne minięcie się nawet bardzo szerokim pojazdom, jak również zjechać zepsutym autom do krawędzi jezdni nadal zachowując możliwość przejazdu ulicą.

A co, jeżeli będą mijać się autobusy / śmieciarki / karetki / straż pożarna?

Nic. 3,5 metra całkowicie wystarczy na każdą z tych sytuacji.

A co, jeżeli samochód się zepsuje?

Nic, 3,5 metra nadal wystarczy. Po drugiej stronie jest przecież drugie 3,5 metra.

A co, jeżeli zepsują się dwa samochody?

Nadal zostanie ok. 3 metrów luzu.

A co, jeżeli zepsują się dwie śmieciarki / autobusy / wozy strażackie?

A jak często się to zdarza?

Opłacalność, głupcze

Oczywiście każdą ulicę możemy budować “z zapasem”, np. na jednoczesną awarię ośmiu tirów albo awaryjne lądowanie Boeinga 737. Jest to technicznie możliwe, można też uzyskać odstępstwo od ministerstwa infrastruktury aby nam na to pozwoliło.

Pytanie tylko, kto za to wszystko zapłaci. Budowa infrastruktury jest kosztowna, a inżynieria to trudna sztuka balansowania tego, co jest wystarczające i tego, co jest opłacalne. Budowa wiaduktu, który utrzyma pojazdy 10 razy cięższe od ciężarówki jest możliwa, ale nieopłacalna. Z kolei budowa wiaduktu, który zawali się pod ciężarówką jest może i tania, ale z oczywistych względów niewystarczająca. 

Z tego powodu budowanie ulic z pasami ruchu po 5 metrów szerokości najzwyczajniej nie ma sensu. Nie dają one większej przepustowości drogi, natomiast taka półtorametrowa “rezerwa” zachęca do wyprzedzania, co negatywnie odbija się na bezpieczeństwie pieszych.

Poza tym 1,5 metra więcej to zauważalnie większe koszty. Każdy, kto robił remont mieszkania wie, jak rzekomo niewielka zmiana wielkości pomieszczenia przekłada się na wzrost powierzchni (np. do wyłożenia glazurą). W przypadku jednopasmowej ulicy o długości 0,5 kilometra zmiana szerokości pasów ruchu z 3,5 do 5 metrów oznacza 3000 m² powierzchni utwardzonej więcej (a co za tym idzie więcej asfaltu, żwiru, piasku, robocizny itd).

Podobnie wygląda to w przypadku chodników czy dróg dla rowerów. Jasne, w reprezentacyjnych miejscach zdarza się, że budujemy chodniki szersze niż trzeba – np. ze względów urbanistycznych. Ale zazwyczaj najbardziej opłacalne jest dopasować ich szerokość do oczekiwanego ruchu pieszych czy rowerzystów.

Oprócz kosztów materiałów, inżynierowie muszą wziąć pod uwagę także koszty eksploatacji (w tym utrzymania i czyszczenia) oraz koszty ekologiczne. Te ostatnie bywają niebanalne – nieprzepuszczalna powierzchnia wiąże się z lokalnymi podtopieniami, zwiększoną erozją oraz zwiększonym zanieczyszczeniem wód i strumieni. Z tego powodu współcześni fachowcy starają się unikać szczelnego betonowania każdej powierzchni płaskiej, na którą trafią.

Skąd bierze się przeskalowana infrastruktura?

W zdecydowanej większości jest to spadek po PRLu. Szerokie ulice były oczkiem w głowie decydentów, a gospodarka planowa nie przejmowała się takimi szczegółami jak opłacalność inwestycji. Budowano szeroko, choć z materiałów marnej jakości, i nie przejmowano się bezpieczeństwem.

Część ulic, których szerokość nie pasuje do otoczenia niegdyś obsługiwało zakłady przemysłowe (jak ul. Gierdziejewskiego w Ursusie czy Żupnicza na Kamionku) i część ich logistyki. Obecnie, będąc otoczone osiedlami, marnują przestrzeń i stanowią zagrożenie dla bezpieczeństwa ruchu.

Miejskie legendy głoszą, że wybetonowane warszawskie ronda (których z roku na rok jest coraz mniej, ale każdy pamięta jak kiedyś wyglądało rondo Dmowskiego oraz jak obecnie wygląda rondo de Gaulle’a) zawdzięczają swój brak zieleni i temu, żeby Wojsku Ludowemu i ZOMO łatwiej było blokować skrzyżowania w razie protestów. Czy to prawda? Nie wiem. Wyraźne jest jednak, że żadnej innej funkcji nie pełnią.

Mimo standardów, obecnie również zdarzają się przykłady przeskalowania infrastruktury, choć zazwyczaj na dużo mniejszą skalę niż “za komuny”. Lokalnym przykładem z Pragi-Północ jest wlot ul. Objazdowej w Kijowską, gdzie lokalna uliczka z ograniczeniem do 30 km/h i szkołą nagle zmienia się w czteropasmową ulicę. 

Czy kiedykolwiek będzie przenosiła taki ruch, aby potrzebne były po dwa pasy w każdym kierunku? Nawet po ukończeniu zabudowy “Drucianki” wydaje się być to mało prawdopodobne. Na szczęście to skrzyżowanie z sygnalizacją świetlną, ale i tak zależność jest prosta – im mniej pasów ruchu do pokonania na skrzyżowaniu przez pieszego, tym bezpieczniej.

Co robić z przeskalowaną infrastrukturą?

Po pierwsze – nie budować jej. W tym robimy się z roku na rok coraz lepsi.

Po drugie – poprawiać ją. Na szczęście organizacja ruchu na szerokim pasie asfaltu może być zmieniana bez ponoszenia ogromnych kosztów kompleksowej przebudowy. Przykładem dobrych praktyk jest ul. Pawińskiego na Ochocie. Kiedyś jej przekrój prezentował się następująco:

Ilustracja wygenerowana w programie Streetmix. Auto parkujące na chodniku musiałem wkleić sam w programie graficznym – autorzy nie uwzględnili naszej polskiej specjalności.

Obecnie wygląda tak. Ta sama przepustowość, większe bezpieczeństwo i wyższa funkcjonalność.

Co prawda obecnie to chodnik wydaje się być przeskalowany, ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby w kolejnych latach wykroić z niego pas zielonej infrastruktury (tak, zieleń to też część infrastruktury miejskiej!) i zorganizować ulicę w następujący sposób:

Podsumowanie

Przeskalowana infrastruktura to infrastruktura nie dopasowana do potrzeb, które będzie realizować. Jest nieekonomiczna i nieekologiczna, a w przypadku dróg stanowi często zagrożenie dla bezpieczeństwa pieszych. Na szczęście obecnie budujemy według dość sztywnych standardów, mających na celu lepsze wykorzystanie przestrzeni oraz bardziej ekonomiczne wykorzystanie miejskich zasobów.

W przypadku starej przeskalowanej infrastruktury, możemy “po kosztach” sprawiać by była bezpieczniejsza i dostosowywać ją do obecnych standardów. Jest to bezpieczne, wygodne i opłacalne. Nie ufajcie populistycznym radnym piszącym, że “żadne zwężenie dróg nie prowadzi do niczego dobrego”. W większości przypadków przeznaczenie zbędnych hektarów asfaltu pod parking czy teren zielony to dla miasta i mieszkańców same korzyści. 

Inżynierowie wiedzą lepiej. To też ludzie i także popełniają błędy, ale mimo tego warto im zaufać. Jestem święcie przekonany, że laicy popełniają zdecydowanie więcej błędów 😉

PS. Ogólnie dobrą praktyką jest nie wierzyć ludziom, którzy używają dużych kwantyfikatorów – „żadne zwężenie”, „każda zmiana”, „wszyscy ci ludzie”. Rzeczywistość rzadko jest taka prostacka, tak więc z dużym prawdopodobieństwem kłamią.

PS2. Napisałem zapytanie do rzecznika Państwowej Straży Pożarnej w sprawie tego, co najczęściej przeszkadza w interwencjach. Niebawem przekonamy się, czy faktycznie ulice o szerokości 3,5 metra i słupki są taką zmorą warszawiaków, jak piszą co niektórzy 😉

Kategorie
Komunikacja Miejska

Potrzebujemy prestiżowego transportu zbiorowego

Transport zbiorowy – zwłaszcza wśród jego przeciwników – nie kojarzy się zazwyczaj z prestiżem. Jest jeden wyjątek od tej reguły, nawet najgorsi hejterzy potrafią wydobyć z siebie pewną sympatię do metra, argumentując, że jest szybkie i wygodne. Ale czy chodzi wyłącznie o to?

Dlaczego warszawiacy kochają metro?

Odpowiedź na powyższe pytanie jest nieco bardziej skomplikowana, niż może się wydawać. “Metro jest szybkie”, mówią jedni – i jest to prawda. Prędkość komunikacyjna metra to 33 km/h. Nie brzmi to na porażającą wartość, ale uwzględnia wszystkie przystanki, wymianę pasażerów, konieczność zwolnienia na łukach itd.

Dalszą część tekstu przeczytasz na stronie stowarzyszenia Porozumienie dla Pragi…

Kategorie
Praga-Północ Praga-Południe Różności

Trzy fatalne pomysły na pomoc dla uchodźców z Ukrainy

Wojna w Ukrainie zmusiła do ucieczki ogromną rzeszę ludzi. Wbrew oczekiwaniom agresora, Polacy stanęli na wysokości zadania i pomagają jak mogą. Niestety, niektórzy stołeczni samorządowcy już próbują wykorzystywać kryzys aby forsować swoją agendę.

Nie będę wymieniał pomysłodawców z nazwiska, ponieważ szkoda robić im reklamę. Myślę, że osoby zorientowane w polityce prawego brzegu i tak szybko złapią, o kogo chodzi. Dużo istotniejsza od krytyki pomysłodawców jest i tak krytyka ich fatalnych pomysłów.

“Przeznaczmy Centrum Re-start dla uchodźców”

Pierwszy pomysł to inicjatywa powiązanego ze środowiskami nacjonalistycznymi polityka „Solidarnej Polski” (to ta partyjka Zbigniewa Ziobry) z Pragi-Północ. Wezwał on władze Warszawy do przeznaczenia na pomoc uchodźcom będącego w budowie Centrum Re-start (łączącego poradnię dla uzależnionych, pomoc dla osób w kryzysie bezdomności oraz dom pobytu dziennego dla seniorów) powstającego obecnie w skrzydle “B” budynku Szpitala Praskiego.

Dlaczego jest to zły pomysł? 

Po pierwsze, obiekt nadal znajduje się w stanie surowym. Zdjęcia sprzed kilku tygodni nie pozostawiają wątpliwości na temat jego gotowości do przyjęcia kogokolwiek.

Wnętrze skrzydła „B” Szpitala Praskiego, (fot. SZRM / Skyscrapercity).

Po drugie, przebudowa i dostosowanie budynku szpitalnego do funkcji mieszkalnej byłyby drogie i skomplikowane. Inaczej dawne skrzydło “B” mogłoby pełnić co najwyżej funkcję schronienia tymczasowego, a na nie zdecydowanie bardziej nadają się obiekty już istniejące. Wszyscy zakładają jednak, że wojna się skończy, co oznacza mniej uchodźców oraz (przynajmniej częściowo) powroty do domu.

Po trzecie, ten obiekt jest po prostu potrzebny. Prascy prawicowi samorządowcy od dawna próbują wykoleić tę inwestycję, na sesjach oraz spotkaniach informacyjnych wypisując bzdury o “narkomanach urządzających sobie metadon party nad Wisłą” albo o “zwożeniu ćpunów autobusami z całego województwa”. Nie sposób jednak nie zauważyć, że na Pradze problem z narkotykami istnieje i trzeba sobie z nim radzić (a przecież sama idea ośrodka nie obejmuje tylko terapii metadonem, lecz również opiekę nad osobami w kryzysie bezdomności oraz dom pobytu dziennego dla seniorów). 

Czy to znaczy, że w innych dzielnicach tego problemu nie ma? Nie. Czy to znaczy, że mieszkańcy nie mają prawa do obaw? Również nie. Natomiast żaden z tych kontrargumentów nie zmienia faktu, że taki ośrodek najzwyczajniej w świecie jest potrzebny.

Zdaniem populistycznych polityków, osoby uzależnione przyjeżdżają na Pragę do punktów pomocy. W rzeczywistości jest na odwrót – punkty pomocy powstają na Pradze ze względu na problemy z uzależnieniem. Niestety, skala problemu pozostaje nieznana, ponieważ Urząd Dzielnicy od lat nie jest zainteresowany diagnozą społeczną i nie zbiera dokładnych danych na ten temat. Jak mówi stare powiedzenie – “stłucz pan termometr, nie będziesz miał gorączki”.

“Przeznaczmy Markowską 16 dla uchodźców”

Markowska 16 to kolejna miejska inwestycja nosząca nazwę Synergia. W odbudowanej kamienicy mają powstać m.in. harcówka, placówka wsparcia dziennego, jadłodajnia, sala sportowa oraz lokale dla rzemieślników.

To jednak za mało dla jednego z prominentnych prawicowych polityków (znanego m.in. z wyroku za pomówienie pracownicy Zakładu Gospodarowania Nieruchomościami w dzielnicy Praga-Północ oraz prowadzeniu działalności gospodarczej na majątku gminy) z współrządzącego Pragą-Północ ugrupowania o przewrotnej nazwie „Kocham Pragę.” 

Organizacja ta od dawna próbuje zablokować inwestycję i przeznaczyć ją na mieszkania komunalne, utrzymując, że prawdziwym celem ratusza jest rozdawanie lokali organizacjom pozarządowym (w projekcie centrum Synergia znajdują się także biura do wynajęcia przez NGO).

Ponieważ miasto pozostaje nieugięte, nowym pomysłem niedoszłego wiceburmistrza jest stworzenie tam mieszkań dla uchodźców.

Dlaczego jest to zły pomysł?

Po pierwsze, Markowska 16 znajduje się na podobnym poziomie zaawansowania co Centrum Re-start, czyli jest w stanie surowym i obecnie nie ma najmniejszej możliwości przyjęcia nikogo.

Wnętrze Markowskiej 16 (fot. SZRM / Skyscrapercity).

Po drugie, aby przeznaczyć mieszkania z Markowskiej 16 dla uchodźców, niezbędne byłoby utworzenie ram prawnych, według których mieszkania te byłyby przydzielane. To oczywiście nie jest przeszkoda nie do przejścia – ale bez podstawy prawnej zarówno zmiana projektu budowlanego ani przebudowa nie ma szans na powodzenie.

Po trzecie, biorąc pod uwagę jak wielu mieszkańców w ostatniej “Mapie Marzeń” oraz innych badaniach opinii publicznej wskazywało na potrzebę tworzenia nowych placówek wsparcia dziennego oraz miejsc rekreacji i sportu dla dzieci i młodzieży, próba wykolejenia projektu centrum Synergia wydaje się być wyłącznie cyniczną grą nastawioną na walkę z organizacjami pozarządowymi.

Dlaczego części praskich samorządowców na tym zależy? Odpowiedź jest prosta – niektórzy nie lubią, gdy patrzy im się na ręce 😉

“Przeznaczmy osiedle Dudziarska dla uchodźców”

Ten pomysł autorstwa radnych Pragi-Południe jest tak zły, że aż trudno go skomentować.

Osiedle Dudziarska to trzy bloki na Koziej Górce (część Pragi-Południe), otoczonej torami enklawie na rubieżach dzielnicy. Od 1994 roku lokowano tutaj szczególnie zadłużonych lokatorów. Ze względu na izolację od reszty miasta, fatalny dojazd, brak usług i narastającą gettoizację osiedle szybko zmieniło się w piekło na ziemi. Próbowano dokwaterowywać tam policjantów, ale pomysł nie przyniósł oczekiwanych rezultatów. W 2019 roku zakończono “eksperyment społeczny”, zamurowano okna i drzwi i porzucono osiedle.

Osiedle Dudziarska w 2016 roku (fot. Warszawikia).

Warunki życia na Dudziarskiej były spartańskie – brak ogrzewania sieciowego oraz gazu sprawiał, że mieszkańcy musieli liczyć się z kolosalnymi rachunkami za prąd. Jeżdżący okazjonalnie autobus nie zapewniał dobrego połączenia z miastem, w związku z czym ludzie przechodzili “na dziko” przez tory. 

Dlaczego przeznaczenie Dudziarskiej dla uchodźców to zły pomysł?

Cóż. To są ludzie. Żyjący ludzie, mający swoje potrzeby. Kwaterowanie ich w wymagających remontu ruinach z dala od cywilizacji, aby dogrzewali się piecykami elektrycznymi i płacili za to kilka tysięcy złotych miesięcznie to pomysł daleki od humanitarnego.

Warto zauważyć, że nawet gdyby prace zaczęły się teraz, według urzędników z Pragi-Południe pierwsi lokatorzy mogliby się wprowadzić dopiero za 24 miesiące.

W Warszawie nadal straszą osiedla-widma, niedokończone przez deweloperów i porzucone w stanie surowym deweloperskim. Skoro nie mogą znaleźć kupca, może najwyższy czas, aby rząd wykupił je i wzmocnił tym samym zasób mieszkaniowy stolicy? Nie tylko uchodźcy potrzebują mieszkań, a w sytuacji obecnego kryzysu humanitarnego te pustostany wyjątkowo mocno rażą w oczy.

Kategorie
Różności

Projekty złożone do Budżetu Obywatelskiego 2023

Zakończył się etap składania projektów do Budżetu Obywatelskiego na 2023 rok. Tak jak w ubiegłym roku, postanowiłem złożyć kilka projektów wspólnie ze stowarzyszeniem Porozumienie dla Pragi – oraz kilka “samotnych strzałów” 😉 


Jak wiele z nich zostanie po weryfikacji w dzielnicach i jednostkach miejskich – zobaczymy dopiero w maju. Mam nadzieję, że przynajmniej połowa się utrzyma!

Praga-Północ

Edukacja ekologiczna dla dzieci dla Pragi – Projekt dla uczniów klas podstawowych. Po spotkaniu z członkami stowarzyszenia Owocowe Sady Żoliborskie pomyślałem sobie, że zajęcia terenowe to dla nich kupa frajdy – dlaczego więc nie dać szkołom nieco dodatkowych środków na sadzenie kwiatów w praskich parkach?

Usuwamy klepiska dla Pragi – Kto zna Pragę ten wie, jak dużym problemem jest rozjeżdżanie terenów zielonych przez parkujących byle jak kierowców. Zrobiliśmy listę klepisk, które można by dzięki Budżetowi Obywatelskiemu zazielenić na nowo.

Mniej betonu dla Pragi – Podobnie jak w poprzednim, tylko tym razem zamiast klepisk celujemy w likwidację zbędnego betonu i asfaltu.

Zielone podwórka dla Pragi – Okrzei, Strzelecka, Wieczorkiewicza, Michałowska – Kontynuacja sprawdzonego już projektu “Zielone podwórka” – bierzemy na cel te co bardziej zaniedbane z praskich podwórek i kawałek po kawałku zmieniamy je w uporządkowaną zieleń z pojedynczymi elementami małej architektury (ławki, kosze na śmieci, czasem także chodnik gdy jest potrzebny).

Ursus

Zadbajmy o historię Zakładów Mechanicznych w Ursusie – Historia Zakładów Mechanicznych to w praktyce historia Ursusa. Byłoby smutno, gdyby nie znalazła ona chociaż symbolicznego upamiętnienia w przestrzeni nowopowstających osiedli.

W zdrowym ciele zdrowy duch! Siłownie plenerowe w Ursusie – Próba ucywilizowania skweru przy ul. Herbu Oksza i ul. Dyrekcyjnej oraz zorganizowania tam pełnoprawnej siłowni plenerowej i placu do kalisteniki dostępnych dla wszystkich.

Zielone ściany wzdłuż torów kolejowych w Ursusie – Projekt mający na celu zazielenienie niezbyt estetycznych ekranów od strony ul. Wiosny Ludów i ul. Traktorzystów.

Więcej zieleni i mniej betonu na placu Czerwca 1976 w Ursusie – Projekt za który najbardziej trzymam kciuki. Plac Czerwca 1976 roku to obecnie w większości morze asfaltu i kostki betonowej – na szczęście nie w całości 😉 Dodanie zieleni w kluczowych miejscach diametralnie zmieni jego odbiór. 

Nawet centralnie położony parking (zapisany w Planie Miejscowym) można odrobinę “podrasować” dzięki nasadzeniom, co widać na tej przygotowanej naprędce wizualizacji:

Edukacja ekologiczna dla dzieci w Ursusie – Podobnie jak w przypadku praskiego projektu, chcę wyciągnąć uczniów podstawówek na zajęcia “w terenie”, aby na warsztatach mogły nauczyć się czegoś nowego o cyklu życia roślin oraz miały okazję zapoznać się z efektami pracy własnych rąk 🙂

Ogólnomiejskie

Wycieczka rowerowa śladami warszawskich tężni – Tak, to jest projekt (częściowo) trollerski. Ma na celu nabijanie się z mody na tężnie, która opanowała ostatnimi czasy miasto. Co ciekawe, jego intencje bardzo poprawnie odczytali przedstawiciele Stowarzyszenia Haloterapia Polska, którzy wysłali na skrzynkę Porozumienia dla Pragi takie oto pismo:

“Dotyczy pomysł do BO nr 5, Wycieczka rowerowa śladami warszawskich tężni, autorstwa Sz. P. Krzysztof Daukszewicz.

Pomysł zgłoszony przez Pana jest niezwykle ważny jeśli nie najważniejszy. Dotyczy naszego zdrowia i finansów publicznych. Poprzez planowane działanie zamierza Pan podnieść świadomość zdrwotną społeczeństwa. Z punktu widzenia demokratycznego zarządzania krajem i finansami publicznymi jest to niezwykle istotne, ponieważ tylko świadome społeczeństwo jest w stanie działać prawidłowo poprzez kontrolę urzędników wydających decyzje. Pieniądze publiczne powinny służyć społeczeństwu.

Stowarzyszenie Haloterapia Polska aktywnie wspiera inicjatywy budowy tężni solnych. Służymy wsparciem merytorycznym dla Pana pomysłu jeśli uzna Pan to za pomocne.

Na naszej stronie staramy się dostarczać informacji o tej formie haloterapii aby projekty realnie służyły poprawie zdrowia.

Zapraszam do zapoznania się ze stroną nt. budżetu obywatelskiego oraz jak powinna działać tężnia aby spełniała zamierzone oczekiwania i nie stwarzała zagrożeń.

Niestety utarło się wiele nieprawdziwych teorii powielanych bezmyślnie.

Zapraszamy do kontaktu i współpracy w kszatłtowaniu haloterapii dla dobra nas wszystkich. 

Pozdrawiamy
Stowarzyszenie Haloterapia Polska”

Jeżeli projekt przejdzie w głosowaniu, zachęcam Urząd Miasta do konsultacji ze stowarzyszeniem Haloterapia Polska – jestem pewien, że nieodpłanie pomogą rozwiać trochę mitów na temat miejskich tężni 🙂

Poznaj zarząd i radę swojej dzielnicy! Edukacja obywatelska – Ustawa warszawska sprawia, że burmistrzowie dzielnic nie są wybierani w wyborach bezpośrednich. Zwykły mieszkaniec zazwyczaj nic o nich nie wie – dzięki temu taniemu projektowi każdy z gości Urzędu Dzielnicy będzie mógł szybko dowiedzieć się podstawowych faktów o przedstawicielach Zarządu Dzielnicy.

Międzydzielnicowe połączenia rowerowe dla Warszawy – Projekt, który wywołał burzę w szklance wody dzięki clickbaitowemu tytułowi na portalu naszemiasto.pl – wbrew niemu nie jest to “autostrada rowerowa”, a projekt likwidacji “teleportów” między dzielnicami, czyli dobudowania lub wytyczenia brakującej infrastruktury rowerowej.

Zadbajmy o bezpieczestwo pieszych i rowerzystów dla Warszawy – Założeniem jest poprawa infrastruktury pieszo-rowerowej w miejscach gdzie krzyżują się duże potoki pasażerskie i może dochodzić do sytuacji niebezpiecznych (np. okolice metra Politechnika).

Kiedy głosowanie?

Ocena zgłoszonych projektów będzie trwała do 31 maja 2022 roku. Głosowanie natomiast odbędzie się w czerwcu.

Podziękowania

Chciałbym podziękować wszystkim, którzy pomagali w organizacji tego przedsięwzięcia, przede wszystkim członkom Porozumienia dla Pragi Robertowi Migasowi, Michałowi Harasimowiczowi, Judycie Łuczyńskiej, Wandzie Grudzień i Krzysztofowi Michalskiemu (oraz wszystkim pozostałym) jak też Karolowi Bąkowskiemu. Jesteście super. Dziękuję także wszystkim, którzy dorzucili swoją cegiełkę do projektu Międzydzielnicowych Połączeń Rowerowych.

Kategorie
Praga-Północ

Kamil Ciepieńko – praski radny grozi pobiciem, a potem pomawia

Kalendarium sprawy:

8 listopada 2021 – radny Ciepieńko grozi mi po spotkaniu ws. rozszerzenia SPPN. Informuję o zdarzeniu Dzielnicową Komisję Dialogu Społecznego i Biuro Zgodności Urzędu Miasta.
9 listopada 2021 – opowiadam o zdarzeniu przed Dzielnicową Komisją Dialogu Społecznego, której członkowie sugerują mi poinformowanie o nim odpowiednich służb.
17 listopada 2021 – składam oficjalne zawiadomienie do prokuratury w sprawie pogróżek. Dla bezpieczeństwa swojego i swojej rodziny upubliczniam je na Twitterze.
23 grudnia 2021 – w związku z wezwaniem z policji, składam zeznania w sprawie.
27 grudnia 2021 – radny Ciepieńko publikuje artykuł, w którym twierdzi, że mu groziłem. Składam oświadczenie w sprawie kłamstw publikowanych w “Przeglądzie Praskim”.

Pogróżki ze strony radnego

8 listopada 2021 r. w godzinach 18-20 w Domu Kultury Praga (filia w pałacyku Konopackiego) przy ul. Konopackiej 11/13 odbyło się spotkanie informacyjne dla mieszkańców w sprawie Strefy Parkowania Płatnego Niestrzeżonego. Wziąłem w nich udział jako jeden z mieszkańców naszej dzielnicy.

W spotkaniu uczestniczyli również m.in. Wanda Grudzień z naszego stowarzyszenia ”Porozumienie dla Pragi”, radni Grzegorz Walkiewicz, Karol Szyszko, Jacek Wachowicz czy Kamil Ciepieńko – którego “na żywo” widziałem po razy pierwszy. Na spotkanie informacyjne przybyłem z moim dwuletnim synem – żona w tym czasie była jeszcze w pracy.

Ze względu na ożywiony charakter dyskusji musiałem dość długo czekać na swoją kolej, by móc zabrać głos. Po skończonej wypowiedzi, ubrałem syna i wyszliśmy z budynku, aby udać się do domu. Po wyjściu z części podziemnej budynku, zanim jeszcze zdążyłem wejść po schodach na górę, ku mojemu zdziwieniu, pojawił się przy nas radny Ciepieńko.

Zaczął mi grozić, że “dojedzie mnie” za wpisy w internecie dotyczące (sic!) pomawiania mojej osoby przez niego. Dodał też, żebym “nie czuł się tu bezpiecznie”. Był napastliwy i nie pozwalał mi odejść, choć trzymałem na rękach swojego syna. Całe zdarzenie zostało uchwycone na kamerach monitoringu, w które wyposażony jest Pałacyk.

Zawiadomienie prokuratury

Po powrocie do domu, jeszcze tego samego wieczoru, opisałem całą sprawę i zgłosiłem m.in. do Biura Zgodności Urzędu Miasta (odpowiada m.in. za koordynowanie działań w zakresie funkcjonowania Kodeksu etyki pracowników Urzędu i nadzór nad realizacją Procedury reagowania na zidentyfikowane przypadki nadużyć) oraz do północnopraskiej Dzielnicowej Komisji Dialogu Społecznego (stowarzyszenie Kocham Pragę, którego wiceprezesem jest Ciepieńko, jej członkiem DKDS na Pradze). Oto treść e-maila wysłanego “na gorąco”, 8 listopada, tj. jeszcze tego samego dnia, o godzinie 19:46 do Biura Zgodności Urzędu Miasta:

Dzień dobry, dziś ok. godziny 19:30 po konsultacjach społecznych ws. wprowadzenia SPPN na Pradze-Północ poszedł do mnie dzielnicowy radny Kamil Ciepieńko. Powiedział, że „nie jestem jakimś ananasem co tu mieszka i wszystko może”, że „dojedzie mnie z chłopakami” i że „ma w dupie sąd, policję i prawo”.

Pan Ciepieńko ma na moim punkcie niezdrową obsesję – pisze o mnie artykuły w swojej gazecie, grozi mi publicznie w obecności mojego 2-letniego dziecka i chyba ma poważne problemy ze sobą, skoro wypowiada takie rzeczy publicznie.

Wnoszę o porozmawianie z radnym na temat jego zachowania, ponieważ inaczej będę zmuszony skierować sprawę na policję – groźby karalne i nękanie.

Zdecydowałem się poczekać na odbywające się następnego dnia posiedzenie Dzielnicowej Komisji Dialogu Społecznego (DKDS), która miała się zajmować się relacjami między Kocham Pragę, a naszym stowarzyszeniem.

Przedstawiłem szczegółowo całą sytuację – obecni na spotkaniu członkowie i członkinie DKDS zasugerowali, bym sprawę gróźb pod moim adresem skierował do odpowiednich służb.

Zgodnie z rekomendacją DKDS złożyłem 17 listopada br. zawiadomienie do Prokuratury Rejonowej Praga-Północ w Warszawie. Zawiadomienie nie pozostało bez echa – zostały wszczęte działania dotyczące kierowania wobec mojej osoby gróźb karalnych. W dniu 23 grudnia br. złożyłem w tej sprawie obszerne zeznania na komisariacie policji przy ul. Jagiellońskiej 51.

Data wizyty na komendzie przy Jagiellońskiej 51 ws. gróźb karalnych ze strony radnego Kamila Ciepieńko została zmieniona na moje życzenie.

Wcześniej wielokrotnie próbowałem przemówić radnemu Ciepieńce do rozumu, wzywając go do zaprzestania nękania mnie na łamach “Przeglądu Praskiego” oraz przeprosin za groźby względem mnie i mojego syna. Nie odpowiedział na żadne z publicznych wezwań.

Zemsta polityczna działaczy „Kocham Pragę”?

Całą sprawę traktuję w kategoriach zemsty politycznej – stowarzyszenie, w którym działam, tj. “Porozumienie dla Pragi” od dawna jest solą w oku działaczy “Kocham Pragę”. Działamy na rzecz mieszkańców, pytamy o niewygodne dla rządzących tematy, takie jak np. sprawa wynajmu przez KP po kosztach atrakcyjnego lokalu usługowego przy ul. Targowej, czy wydatkowania znacznych publicznych środków na “tymczasową instalację” przy placu Wileńskim.

W tym ostatnim przypadku zgłosiłem, jako osoba prywatna, propozycję projektu do budżetu obywatelskiego na pomnik wiceburmistrza Kacprzaka przy placu Wileńskim. Projekt, który co do zasady miał zapoczątkować dyskusję o zaaranżowaniu przestrzeni placu, a przy okazji nagłośnić ukrywany przed opinią publiczną absurdalny wydatek rzędu ponad 180 tys. zł na “tymczasową instalację”, jaki poniosła dzielnica w związku z planami działaczy KP, został wykorzystany do bezpardonowego ataku na mnie oraz nasze stowarzyszenie (mimo, że zgłoszony projekt nie był przez stowarzyszenie w żaden sposób firmowany). Ataku, który sprowadził się m.in. do artykułu na portalu radnego Ciepieńki oraz napisaniu kłamliwego zawiadomienia prokuratury przez wiceburmistrza Kacprzaka.

Prokuratura odmówiła wszczęcia postępowania ze względu na brak znamion czynu zabronionego.

Prokuratura nie dała wiary absurdalnemu zawiadomieniu wiceburmistrza Kacprzaka.

Wiceburmistrz Kacprzak jak i redaktor Ciepieńko nigdy nie przeprosili za artykuł oraz noszący znamiona pomówienia donos.

Działając publicznie mamy świadomość, że nie wszystkie pomysły i działania podobają się wszystkim. Nigdy tego nie ukrywaliśmy. Niemniej trudno zrozumieć fakt pojawiania się w mediach związanych z radnym Ciepieńką i jego stowarzyszeniem artykułów o mnie, czy o naszym stowarzyszeniu, które zawierają informacje nieprawdziwe. W końcu należało takiej praktyce prowadzenia debaty publicznej na Pradze powiedzieć wyraźne DOŚĆ!

Z mojej perspektywy jasnym jest, że radny Ciepieńko zdał sobie sprawę, że zaczepiając mnie i grożąc mi, gdy trzymałem na rękach syna, posunął się za daleko – z tego powodu ucieka się w swoich artykułach m.in. do wyciągania niezwiązanego w żadnej sposób ze sprawą internetowego incydentu z Wojciechem Wybranowskim, z którego wyciągnąłem daleko idące wnioski.

W tym kontekście szczególnie jaskrawy jest też przykład, gdy radny Ciepieńko wykorzystał moją próbę deeskalacji konfliktu z wielokrotnie oskarżającym mnie i stowarzyszenie “Porozumienie dla Pragi” (m.in. o rzekome sympatie komunistyczne czy chęć zabójstwa (sic!) wiceburmistrza) Danielem Echaustem i obrócił ją przeciwko mnie, po raz kolejny – mimo ciągłego publikowania artykułów naruszających moje dobre imię – stawiając siebie w pozycji ofiary.

Podsumowanie

Z mojej strony nie ma zgody na takie naruszanie dóbr osobistych, zarówno moich jak i organizacji, w której działam na rzecz i dla dobra mieszkańców naszej dzielnicy. Jeżeli droga karna zawiedzie, będę dochodził swoich praw na drodze cywilnej.

Przez długi czas próbowałem doprowadzić do polubownego załatwienia sprawy, ale w świetle kolejnych pomówień ze strony radnego Ciepieńki (opublikowanych np. 27 grudnia 2021 r., prawie dwa miesiące po jego pogróżkach) uznałem, że muszę nadać sprawie zasięg ze względu na swoje własne bezpieczeństwo.

Kłamstwa i pogróżki pana Ciepieńki wywołują we mnie strach o mój los i całej mojej rodziny, ale nie zamierzam bezczynnie znosić ataków motywowanych tylko i wyłącznie zemstą za ujawnianie działań wątpliwych moralnie i z pogranicza prawa.

Czym jest „Przegląd Praski”?

Przegląd Praski to bezpłatna gazetka ukazująca się w formie papierowej oraz online i prowadzona przez radnego „Kocham Pragę” Kamila Ciepieńko.

Jej felietonistami są wyłącznie członkowie „Kocham Pragę”, a sama gazetka ma charakter tuby propagandowej dla tego ugrupowania. Mimo pozowania członków „Kocham Pragę” na osoby broniące prawdziwego charakteru dzielnicy przed przyjezdnymi, w „Przeglądzie Praskim” reklamują się głównie deweloperzy.

„Przegląd Praski” znany jest także z ignorowania wyroków sądu. W 2016 roku szef „Kocham Pragę” Jacek Wachowicz został skazany za pomawianie dzielnicowej urzędniczki. Choć sąd nakazał publikację przeprosin na pierwszej stronie (czyli w miejscu, w którym pierwotnie pojawiły się pomówienia ze strony Wachowicza), naczelny Ciepieńko ukrył je w małej kolumnie gdzieś z tyłu pisma. Po raz kolejny nie poniósł żadnych konsekwencji swoich działań.

Jacek Wachowicz, lider "Kocham Pragę" został w 2016 roku skazany za pomawianie dzielnicowej urzędniczki. Przegląd Praski nigdy nie opublikował przeprosin w zasądzonej przez sąd formie. To kolejny raz gdy Kamil Ciepieńko - praski radny łamie prawo.

Kim jest Kamil Ciepieńko – praski radny?

Kamil Ciepieńko to radny dzielnicy Praga-Północ z ugrupowania „Kocham Pragę” i zapalony kibic Legii Warszawa. Mimo zebrania ponad 800 głosów, w radzie dzielnicy jest postacią drugoplanową, w praktyce wykonując ślepo rozkazy lidera, Jacka Wachowicza.

Najbardziej znane inicjatywy radnego Kamila Ciepieńki to dyskoteka balkonowa, rap o Powstaniu Warszawskim oraz coroczna zbiórka na ogromną flagę Polski wieszaną na elewacji Galerii Wileńskiej.

Z wpisów Kamila Ciepieńki (czasem publikowanych pod pseudonimem Przemysław Gruz) często wybija się resentyment względem osób przyjezdnych i podkreślanie, że jest „rodowitym” mieszkańcem Pragi-Północ.

Na Portalu Samorządowym radny Ciepieńko cieszy się spektakularnym wynikiem 80,1% głosów negatywnych. Lektura komentarzy także nie pozostawia złudzeń co do tego, z jakim człowiekiem mamy do czynienia.

Epilog

Wybory samorządowe w 2024 roku przyniosły dość zabawny – choć spodziewany przeze mnie – obrót spraw. Ugrupowanie Wachowicza i Ciepieńki co prawda obroniło 4 mandaty na Pradze, ale najbliższe 5 lat spędzi z dala od kręgów władzy.

W koalicji rządzącej zastąpią ich działacze Porozumienia dla Pragi. Będzie się działo!