Kategorie
Ursus

Ursus Szamoty – Terminy budowy ulic

Zgodnie z obietnicą wrzucam mapę z aktualnymi terminami budowy ulic na Szamotach. Terminy są oparte o informacje publiczne z urzędu i nie dam sobie za nie ręki uciąć, ale dołożyłem w tej sprawie wszelkiej staranności.

Po listopadowym spotkaniu informacyjnym pewnie dowiem się trochę więcej i mapę zaktualizuję.

Ostatnia aktualizacja: 17.11.2022

Kiedy wybudują ulice na Szamotach?

Kiedy wybudują drogi rowerowe na Szamotach?

Na pozostałych ulicach będzie można poruszać się rowerem w ruchu ogólnym, po jezdni.

Legenda

Zielone – ulice gotowe, można przejść i przejechać.
Pomarańczowe – ulice planowane ze znanym terminem budowy.
Czerwone – ulice bez znanego terminu budowy, nieistniejące, w słabym stanie technicznym lub prowadzące donikąd.
Fioletowe – ulice wyremontowane tymczasowo lub istniejące i nadające się do ruchu.

Q oznacza w którym kwartale roku możemy się spodziewać budowy, Q4 = czwarty kwartał (październik-grudzień).

Komentarz

SPOTKANIE INFORMACYJNE WS. ULIC NA SZAMOTACH

Wczoraj (15.11.2022) odbyło się pierwsze spotkanie informacyjne ws. postępów w budowie ulic na osiedlu Szamoty w Ursusie. Grupę mieszkańców gościli m.in. p. burmistrz Bogdan Olesiński oraz p. Sławomir Cesarek z ursuskiego Wydziału Infrastruktury i Remontów.

Gorącym tematem były… miejsca parkingowe przy ul. Habicha. Dowiedzieliśmy się w toku dyskusji, że na wniosek Biura Zarządzania Ruchem Drogowym miejsc prostopadłych będzie jeszcze mniej niż planowane 34… Za to pod parkowanie równoległe zostanie przeznaczone po jednym pasie jezdni. W przybliżeniu będzie to oznaczało ok. 100 miejsc na odcinku od Posagu 7 Panien do “Goplany”. Czy to dużo? Cóż, dla niektórych dużo, dla innych mało – mnie się te zmiany podobają, ale są też inne punkty widzenia 😉

Poza tematem parkingów, dowiedzieliśmy się też tego i owego o nowych umowach na budowę dróg. Po kolei:

➡️ Licencyjna, fragment Taylora i Kompanii AK “Goplana” – zostaną wybudowane przez inwestora budującego hale magazynowe przy Licencyjnej. W ramach budowy powstanie także skrzyżowanie z Gierdziejewskiego (oraz sygnalizacja świetlna). Pozwolenie na użytkowanie magazynów ma być uwarunkowane od oddania do użytku ulicy Licencyjnej i to tamtędy mają jeździć ciężarówki do magazynów. Szacowany termin to pierwszy kwartał 2024 roku.

➡️ Taylora – w trakcie zawierania jest umowa na ulicę Taylora, z wyłączeniem małego fragmentu przy “Odlewniczej”, gdzie przeszkodą są kwestie własności. Termin jeszcze nieznany.

➡️ Skrzyżowanie Posag 7 Panien/Gierdziejewskiego – Zarząd Dróg Miejskich i dzielnica próbują zawrzeć też umowę na przebudowę skrzyżowania Posagu 7 Panien i Gierdziejewskiego z konsorcjum deweloperów. Podobno rozmowy są bardzo zaawansowane, a sama przebudowa obejmie też niewyremontowany fragment Posagu. Jest jedno ale…

➡️ Herbu Oksza – Deweloper Robyg ma wziąć udział we wcześniej wspomnianym przedsięwzięciu przebudowy skrzyżowania P7P/Gierdziejewskiego, ale w związku z tym wycofuje się z budowy brakującego fragmentu ulicy Herbu Oksza. Coś za coś. Kiedy w związku z tym zostanie załatana dziura na Herbu Oksza? Nie wiadomo.

➡️ Habicha – Do 2026 roku ma zostać ukończona kolejna część ulicy Habicha, dochodząca do ulicy Silnikowej.

➡️ “Odlewnicza” – Do 2025 roku mają zostać ukończone dwa fragmenty ulicy “Odlewniczej” zaznaczone na mapie.

➡️ Dyrekcyjna – Zawarto umowę na brakujące fragmenty Dyrekcyjnej, chociaż terminu realizacji nie poznaliśmy.

➡️ Silnikowa – przy przyszłym Domu Kultury będzie najpewniej budowana przy okazji budowy Domu Kultury.

➡️ Skrzyżowanie Szamoty i 4 Czerwca 1989 – Zarząd Dróg Miejskich i dzielnica widzą problem ze skrzyżowaniem Szamoty i 4 Czerwca 1989 i chcą, aby kolejni deweloperzy priorytetowo dorzucali się do przebudowy tego właśnie skrzyżowania. Projektu póki co brak.

➡️ Za ok. 2 lata mamy poznać plan na docelową przebudowę Gierdziejewskiego. Obecnie są dwie przeszkody (poza finansowaniem) – kolizje z Eko Parkiem oraz słupami energetycznymi. Wstępna koncepcja jest taka, że przebieg drogi będzie nieco inny niż w planie miejscowym (aby ominąć punkty kolizyjne) a sama ulica zostanie zrealizowana na mocy specustawy drogowej. Jak to mówią – pożyjemy, zobaczymy.

➡️ Podobno jest kolejny deweloper zainteresowany Lex Deweloper przy Gierdziejewskiego – tym razem chodzi o działkę oznaczoną w Planie Miejscowym jako C3 U/P. Gdyby miało do tego dojść, dzielnica będzie chciała, aby sfinansował przynajmniej część przebudowy ul. Gierdziejewskiego.

➡️ Biuro Zarządzania Ruchem Drogowym pozmieniało też trochę w projektach Habicha i Posagu 7 Panien, zmiany są jeszcze w wewnętrznych ustaleniach miejskich, ale podobno będzie obustronna droga dla rowerów przy Posagu 7 Panien i cztery szpalery drzew na Habicha przy “Goplany”.

Archiwum

Link do wersji 1.0
Link do wersji 1.1
Link do wersji 1.2

Kategorie
Ursus

Co wiemy o zanieczyszczeniach gruntu w Ursusie?

Niedawny artykuł TVN Warszawa o substancjach ropopochodnych wypływających w garażu podziemnym jednego z budynków przy ul. Quo Vadis, skłania do przemyśleń odnośnie tego, jak naprawdę przebiega remediacja terenów poprzemysłowych w Ursusie i czy narażone jest zdrowie mieszkańców dzielnicy.

Dla osób, które nie znają sprawy – osiedle przy ul. Quo Vadis (zbudowane przez dewelopera na literę U) ukończono w 2019 roku. Niedługo po oddaniu osiedla do użytku okazało się, że w garażu podziemnym ma miejsce wyciek substancji pachnącej paliwem, a problem nasila się w trakcie ulewnego deszczu. Od tego czasu deweloper co jakiś czas dokonuje iniekcji (wstrzykiwania substancji uszczelniającej)  w gruncie dookoła budynku, a skala problemu stopniowo się zmniejsza – choć zanieczyszczenia cały czas znajdują drogę do hali garażowej.

“Rok temu smród był gorszy, co jednak wcale nie oznacza, że teraz zniknął. Jeśli się to poruszy palcem, chusteczką, czy rękawiczką, to od razu czuć. Ten zapach jest okropny, są tam jeszcze prawdopodobnie substancje rozpuszczalnikowe”

Według analizy chemicznej zleconej przez mieszkańców substancja to mieszanka węglowodorów aromatycznych – substancji ropopochodnych mogących mieć własności rakotwórcze. Bez wątpienia pochodzą one z czasów, gdy w tym miejscu działały Zakłady Mechaniczne “Ursus”.

Zanieczyszczenia w garażach podziemnych przy Quo Vadis.

Mieszkańcy dotkniętego wyciekiem bloku twierdzą, że działka na której zbudowano ich blok nie podlegała tzw. decyzji remediacyjnej – jak mówią, deweloper twierdzi, że Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska nie widziała potrzeby remediacji gruntu w tym miejscu, ponieważ badania nie wykazały obecności zanieczyszczeń. Decyzji takiej nie widać także w rejestrze kart informacyjnych RDOŚ.

Inni mieszkańcy osiedla mówią jednak, że deweloper poinformował ich o wydanej przez RDOŚ decyzji remediacyjnej, zapewniając, że do remediacji gruntu doszło. Zamieszkują jednak bloki oddane w kolejnych etapach, w których problem nie występuje. Czy możliwe jest, że deweloper poddał remediacji tylko część gruntu?

To jedna z hipotez. Według kolejnej, źródłem zanieczyszczeń są znajdujące się obok działki przeznaczone w przyszłości pod oświatę. Dopóki nie są zabudowywane, nie muszą być poddane remediacji, a każda ulewa wypłukuje z nich pozostałości dawnych procesów przemysłowych.

Żeby jednak mieć pewność, co jest źródłem zanieczyszczeń, trzeba by przeprowadzić badania. A do tych urzędnicy się nie palą.

PRL nie słynęła z troski o środowisko

Nigdy nie miałem wątpliwości co do poziomu dbałości Polski Ludowej o środowisko, ale naiwnie sądziłem, że nowsza część Zakładów – a w szczególności wielkie hale produkcyjne – nie były aż tak narażone na wycieki paliw, czy smarów. Zakładałem, że zanieczyszczenia mają charakter raczej punktowy, np. w miejscu dawnego magazynu farb i lakierów czy oczyszczalni ścieków. Z błędu wyprowadziły mnie wspomnienia przytoczone przez jednego z użytkowników forum Skyscrapercity:

“Fabryka (przypomnijmy, to przemysł ciężki) działała tam przez ponad 100 lat, w tym czasie w ziemię wsiąknęły dziesiątki albo i setki ton substancji ropopochodnych. Np. podłogi w niektórych halach były zrobione z drewnianych okrąglaków z wypełnieniem piaskiem właśnie po to, żeby rozlany syf szybko wsiąkał. To nie była cecha tylko fabryki w Ursusie, takie były standardy jeszcze do lat 80. Przez cały XX wiek nikt w Polsce nie zawracał sobie głowy ekologią, w fabrykach jedyne co się liczyło to produkcja i wykonanie planu. Było tak przed wojną, było w PRLu.

W latach 70., w czasach prosperity dla fabryki, miałem okazję dość często ją odwiedzać. Utkwił mi w pamięci obrazek gotowych ciągników wyjeżdżających z hali na plac. Było ciasno i żeby było łatwiej manewrować (kierowcy używali rozblokowanych hamulców), panowie wylewali stary olej na ziemię, dla poślizgu. Wszystko jedno jaki, transformatorowy, przepracowany z maszyn, cokolwiek. W ziemię wsiąkała mniej więcej jedna beczka 200l dziennie.

Jeszcze parę lat temu na tym terenie działała zlewnia płynnych odpadów niebezpiecznych teoretycznie dla Warszawy, a praktycznie dla całego województwa mazowieckiego. Była o to niejedna lokalna afera, ale jak to u nas, wszystko rozeszło się po kościach, nawiasem mówiąc za sprawą deweloperów/właścicieli działek. A przyjeżdżały garbarnie, galwanizernie, ogólnie największe płynne syfy, jakie tylko można sobie wyobrazić i nikt się nie przejmował nieszczelnymi zbiornikami przeżartymi przez chemię”.

Trzeba przyznać, że opisy te są bardzo sugestywne i cóż, wywołują ciarki na plecach. Potwierdza je też fragment z decyzji remediacyjnej RDOŚ dla jednej z działek przy Posagu 7 Panien (gdzie nakazano wymienić grunt):

“Na analizowanym terenie znajdowała się hala produkcyjna zakładów mechanicznych Ursus. Od strony południowo-wschodniej znajdował się kanał olejowy do zbiorników położonych po drugiej stronie od ul. Posag 7 Panien. Należy uznać, iż przyczyną zanieczyszczenia powierzchni ziemi była długotrwała działalność produkcyjna na tym terenie (…) Potencjalna możliwość powstania historycznego zanieczyszczenia powierzchni ziemi na analizowanym terenie może ponadto wynikać z wystąpienia w przeszłości sytuacji awaryjnej”.

Jednocześnie nie widzę powodu, aby wierzyć w bajki o tym, że “tereny po Ursusie to najbardziej skażone tereny w Europie po Czarnobylu”, jak głosili kiedyś właściciele firm działających na terenie Zakładów. Jasne, Ursus to był przemysł ciężki, ale w porównaniu np. do terenów po katowickiej Hucie Szopienice (gdzie w latach 70. tysiące dzieci zachorowało na ołowicę w wyniku zatrucia metalami ciężkimi) czy choćby i nawet warszawskiego zakładu chemicznego “Foton” na Woli poziom szkodliwych substancji w glebie jest zdecydowanie niższy. Po prostu rodzaj działalności przemysłowej prowadzonej w Ursusie nie był aż tak uciążliwy dla środowiska. 

Nie znaczy to jednak, że działalność ta była dla środowiska obojętna, a zanieczyszczeń nie ma.

Czy III RP zmieniła podejście do zanieczyszczeń?

Po transformacji ustrojowej fabryka w Ursusie została w końcu zamknięta, a państwo polskie (przynajmniej na papierze) zobowiązało się do większej troski o środowisko. Na ile skuteczna była ta dbałość? To już pewnie zależy od indywidualnego przypadku.

Jeżeli chodzi o Ursus, znamienna jest sprawa neutralizatora odpadów przemysłowych, który znajdował się przy ul. Silnikowej. TVN Warszawa pisało o niej w 2012 roku. Firma deweloperska zburzyła wtedy budowlę wykorzystywaną do oczyszczania ścieków przemysłowych (filtrowano tam m.in. ścieki z lotniska czy ulic oddzielając szkodliwe substancje) wbrew wyrokowi sądu i zasypała ją ziemią z terenu budowy (“materiałem klasyfikowanym jako odpad”). 

Sprawą zainteresowały się wtedy zarówno prokuratura jak i RDOŚ, chcąc dowiedzieć się m.in. co się stało z resztkami niebezpiecznych substancji pozostającymi w neutralizatorze. Z kolei gdy na miejsce przyjechał pracownik Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego, grupa “rosłych mężczyzn” próbowała mu grozić i wymusić na nim wpisanie do protokołu pozytywnych wniosków. 

Ostatecznie wszystkie postępowania umorzono, a nikomu włos nie spadł z głowy. Obecnie na terenie dawnego neutralizatora znajduje się już nowe osiedle.

Generalnie jeżeli już RDOŚ oraz władze miejskie zainteresują się działką, to jest nieźle. Mogą zbadać grunt, wydać decyzję o remediacji i sprawa może skończyć się pozytywnie. Problem w tym, że nie za bardzo się do tego palą, na co zwrócił uwagę raport Najwyższej Izby Kontroli z 2019 roku.

Jak wynika z raportu badania jakości gleby i ziemi nie były wykonywane od 2003 (!) roku w 13 z 18 dzielnic stolicy. Obowiązku nie dopełniono w dzielnicach Żoliborz, Śródmieście, Białołęka, Praga-Północ, Praga-Południe, Ursynów, Bemowo, Rembertów, Ursus, Wilanów, Wesoła, Ochota i Wawer. 

Nawet gdy takie badania prowadzono, czyniono to niedokładnie. Na Woli przebadano 23 miejsca i to jedynie na terenach należących do miasta (44 proc. powierzchni dzielnicy). Działek będących w posiadaniu podmiotów prywatnych w ogóle nie przebadano, choć burmistrzowie dzielnic mają prawo występować do prywatnych właścicieli działek o udzielenie informacji o potencjalnych historycznych zanieczyszczeniach powierzchni ziemi. Jednak nie korzystają z niego prawie w ogóle. W ostatnich latach tylko dwóch burmistrzów wystąpiło z takimi wnioskami. 

Jak te zaniechania wyjaśniano w urzędach dzielnic? Tłumaczono się m.in. „chęcią uniknięcia kosztów remediacji”, czyli usunięcia zanieczyszczeń z powierzchni ziemi.

“W świetle takich zaniedbań nie dziwi, że w Warszawie stwierdzono przypadki lokalizacji inwestycji na terenach potencjalnie historycznie zanieczyszczonych lub na terenach skażonych. Kontrolerzy NIK wskazali dwa przypadki prowadzenia inwestycji na terenach zanieczyszczonych, podczas gdy w urzędach posiadano wiedzę o występująch tam skażeniach powierzchni ziemi. Przed rozpoczęciem prac budowlanych, nie przeprowadzono tam remediacji, pomimo takiej konieczności. 

Chodzi tutaj o głośny przypadek budowy osiedla Wola Libre przy ul. Obozowej 20 z 2016 roku, a także o inwestycję mieszkaniową na ulicy Klasyków (wcześniej na tych terenach znajdowały się zakłady Pollena-Aroma; ziemia była skażona substancjami petropochodnymi, a mimo to przed rozpoczęciem prac budowlanych nie przeprowadzono remediacji). W czasie prac budowlanych w tej pierwszej lokalizacji, wykryto takie niebezpieczne dla zdrowia substancje jak chloronaftalen, kreol, chlorofenol czy toluen. Kontakt z nimi może wywoływać silne zatrucia, zaburzenia układu krwionośnego i sprzyja rozwojowi nowotworów.”

Dodam tylko, że problem nie poddawania remediacji gruntów poprzemysłowych występuje właściwie we wszystkich dzielnicach, w których za PRL działały zakłady przemysłowe. Na Pradze-Północ na ten przykład głośna była sprawa budowy osiedla na miejscu nielegalnie zburzonej parowozowni, gdzie podczas robienia wykopu pod fundamenty ze studzienek kanalizacyjnych w okolicy wybijały substancje ropopochodne (najpewniej wylewane prosto „do ziemi” przez cały czas działania zakładu).

Z kolei na Mokotowie mieszkańcy jednego z osiedli odkryli na swoim terenie… wysypisko elektrośmieci z czasów PRL. Deweloper oczywiście twierdzi, że nic na ten temat nie wiedział, a badania gruntu wykonał poprawnie.

Wydaje się, że w ostatnich latach zaczęto przywiązywać nieco większą wagę do pozyskiwania decyzji remediacyjnych oraz remediacji gruntu. Nie ma jednak na ten temat konkretnych danych – może być to tylko moje wrażenie.

Rekultywacja na nowych osiedlach

W przypadku części osiedli budowanych na Szamotach dostępne są decyzje remediacyjne, można je znaleźć w rejestrze kart informacyjnych RDOŚ. 

I tak na przykład dla osiedla “Mój Ursus” położonego na działkach o nr ew. 126/1, 126/4, 126/5 wydano decyzję o remediacji gruntu o powierzchni 1,57 ha w związku z zanieczyszczeniami chemicznymi (oleje mineralne, naftalen, antracen, benzo(a)antracen, chryzen, benzo(b)fluoranten, benzo(k)fluoranten, benzo(a)piren, dibenzo(a,h)antracen, indenol(1,2,3-c,d)piren, benzo(g,h,i)perylen). Prace obejmowały usunięcie skażonego gruntu i przekazanie go do unieszkodliwienia, wypełnienie ubytków czystym kruszywem oraz stałą kontrolę, pobieranie próbek i badanie ich.

Z kolei dla przeznaczonej na oświatę działki o numerze 124/3 (to tu ma powstać szkoła przy Hennela) wydano decyzję, na podstawie której trzeba usunąć do 0,25 metra gruntu z mniej skażonych miejsc i do 3 metrów z bardziej skażonych oraz położenie izolacji, mającej na celu uniemożliwienie wypływania zanieczyszczeń, które mogły znaleźć się poniżej głębokości 3 metrów. Remediacja ma dotyczyć całego obszaru działki.

Numery działek można sprawdzić na stronie urzędu miasta (trzeba zaznaczyć “działki ewidencyjne” w menu). Zawsze można też wysłać maila do RDOŚ z prośbą o informację publiczną dotyczącą remediacji.

Czy to wystarczające działania? Nie wiem. Zdjęcie kilku metrów zanieczyszczonego gruntu i zastąpienie go czystą ziemią brzmi jak wystarczająca gwarancja bezpieczeństwa, ale może to złudne wrażenie.

Jakie mogą być konsekwencje skażenia gruntu?

Nie napiszę tu niczego odkrywczego. Zanieczyszczenie jest groźne, jeżeli w jakiś sposób może przeniknąć do naszego organizmu. Jeżeli jest szczelnie zabetonowane pod halą garażową – nie powinno nam zagrażać. Niestety, nie jest to reguła.

Po pierwsze – jeżeli syf wycieka (tak jak w garażu przy Quo Vadis), to jesteśmy narażeni na wdychanie szkodliwych oparów.

Po drugie – jeżeli syf znajduje się we wierzchniej warstwie ziemi, to wdychanie pyłu także naraża nas na wdychanie toksycznych substancji. Podobnie będzie w przypadku kontaktu z gruntem, zabawy w błocie na niezabudowanych działkach itd.

Po trzecie – warzywa i owoce, które wyrosły na zanieczyszczonym gruncie najpewniej także będą zanieczyszczone.

Nie ma natomiast ryzyka zanieczyszczenia wody, jako, że ujęcie wody znajduje się pod dnem Wisły, a zgodnie z obowiązującymi prawami fizyki zanieczyszczenia nie są w stanie przeniknąć z otoczenia do instalacji pod ciśnieniem – np. wodociągu miejskiego.

Czy są powody do niepokoju? W przypadku w którym zanieczyszczenia wyciekają do garażu – niestety tak. W pozostałych przypadkach – trudno powiedzieć bez badań. Niestety, takie badania są drogie (gdy sprawdzałem, koszt zrobienia zaledwie kilku odwiertów na terenie osiedla oraz badań próbek gleby zaczynał się od 20 tysięcy złotych) a żadna instytucja nie pali się do ich przeprowadzania. 

Ja sam zdecydowałem się podjąć ryzyko i jestem zdania, że remediacja gruntu na którym wybudowano osiedle to wystarczająca gwarancja bezpieczeństwa.

Mimo tego, z pewnością warto odpuścić sobie uprawę czegokolwiek jadalnego w ogródkach – nawet mimo remediacji – i naciskać na władze lokalne, aby zaczęły “odrabiać lekcje” w sprawie badań i kontroli zanieczyszczeń.