Kategorie
Różności

Dlaczego w Polsce planowanie przestrzenne nie działa?

W związku z oczekiwaniami czytelników postanowiłem napisać w miarę krótki i przystępny tekst o tym, dlaczego w Polsce planowanie przestrzenne nie działa, a np. w Stanach Zjednoczonych owszem (choć niekoniecznie w sposób, który mi się podoba).

Siłą rzeczy ten artykuł będzie pełen skrótów myślowych i uproszczeń. Różne kraje mają różne systemy prawne i gdyby uczciwie i rzetelnie opisać wszystkie różnice między nimi, to by wyszła z tego całkiem spora książka. Także zapraszam w komentarzach do wyjaśniania, że to nie do końca tak – zdaję sobie z tego sprawę, ale chętnie przeczytam.

Współczesne miasto

Miasta istnieją na Ziemi od kilku tysięcy lat. Nie będziemy się jednak zajmować najstarszymi z nich, a skupimy się na miastach nowożytnych, czyli o zjawiskach w rozwoju miast, które zachodzą mniej-więcej od XVIII wieku.

Odnośnie starszych miast chciałbym wyjaśnić na szybko tylko jedną kwestię. To nie jest tak, że miasta wcześniej “rosły organicznie”. Jasne, były okresy i miejsca w których ten rozwój był bardziej chaotyczny (centra miast w Wielkiej Brytanii są dobrym przykładem), ale generalnie miasta planowano – gdy na historii uczyliście się np. o lokacji miasta na prawie niemieckim, to m.in. właśnie o to chodziło. Takie miasta miały od początku bardzo konkretny układ, prostokątny rynek, siatkę ulic i tym podobne atrakcje. Niewiele pozostawiano tam przypadkowi, bo jeszcze ktoś by postawił dom w poprzek ważnej ulicy i byłby problem. 

Średniowieczne miasta były skrupulatnie planowane.

Nie był to zatem żaden socjalizm ani komunizm, tylko logiczny sposób panowania nad ograniczoną, fizyczną przestrzenią miasta (które przecież musiało zmieścić się w murach obronnych). Chaotycznie to sobie mogła biedota budować za murami – i często tak robiła.

Wróćmy jednak do miast nowożytnych. Był to okres, który sprzyjał powstawaniu nowych miast i rozbudowie starych o nowe dzielnice. Populacja świata dynamicznie rosła, wiele budowano w obecnych lub dawnych koloniach, rozwijał się przemysł. Nie przypadkiem właśnie na lata 1852-1870 przypadła wielka przebudowa Paryża, która nadała mu obecny kształt. Celem było uporządkowanie dawnej, ciasnej zabudowy, poprawa komunikacji w mieście, stworzenie reprezentacyjnych przestrzeni miejskich. 

Paryż po wielkiej przebudowie.

Od tego czasu myślenie o tym, żeby planować rozwój miasta zamiast zostawiać go na pastwę losu stało się na świecie powszechne. Zmieniały się tylko koncepcje – od miasta ogrodu, przez modernistyczne miasto podzielone na strefy mieszkalne i produkcyjne po obecnie modny mixed-use. Wtedy też na znaczeniu zyskał pewien niebanalny problem…

Jak utrzymać miasto?

Pytanie z pozoru proste – w końcu odpowiedź brzmi “za pieniądze jego mieszkańców” (wcześniej – za pieniądze króla, kupców i cechów rzemieślniczych).

Ale jak je pobierać? A przede wszystkim jak płacić za rozwój miasta? Przecież budowa nowej infrastruktury, żeby ktoś inny miał na niej zarobić spotkałaby się z niezadowoleniem mieszczan, którzy już pod swoim domem mają ulice. Dlaczego mieliby wydawać pieniądze na coś, z czego i tak nie będą korzystać?

Rozwiązanie tego problemu znaleźli Holendrzy, mistrzowie rozwoju miast w niesprzyjających warunkach, od stuleci poszerzający terytorium swojego kraju o nowe, wydarte morzu poldery. Pomysł był dość prosty – gdy planowano zajęcie jakiegoś terenu przez miasto, dzielono go na parcele, których prawo użytkowania sprzedawano za cenę wycenianą zgodnie z przewidywaną atrakcyjnością danej działki. Nabywcy płacili i tym sposobem finansowali budowę infrastruktury, uzbrojenie gruntu itd. Następnie mogli w danym miejscu postawić budynek i czerpać z niego zyski. Był to prekursor dzisiejszej opłaty planistycznej. Dodatkowo, wydatki bieżące i mniejsze inwestycje opłacano z podatku katastralnego, płaconego co roku – również od wartości nieruchomości.

Święte Prawo Własności

Ale zaraz – mowa o prawie użytkowania. A co z własnością? 

Tutaj właśnie zaczyna się główna różnica między planowaniem miasta na zachodzie (w tym w Stanach Zjednoczonych) a planowaniem miasta w Polsce. Otóż na zachodzie grunt pod rozbudowę miasta po prostu się wykupuje. Dzięki temu można zaplanować zawczasu, co gdzie będzie się znajdowało – a następnie użytkownicy wieczyści mogą urządać go zgodnie z planem zagospodarowania. Działa to zarówno w Amsterdamie jak i w Nowym Jorku.

W Polsce ta praktyka nigdy się nie przyjęła. Nie wiem dlaczego, ale jeżeli miałbym puszczać wodze fantazji to pewnie przez zabory, a konkretniej zabór rosyjski pod którym znalazła się Warszawa.

Rosjanie nie chcieli, żeby Warszawa za dynamicznie się rozwijała – miała mieścić się w pierścieniu fortów, który ją okalał, żeby można było jej łatwo bronić i żeby się za bardzo nie buntowała. W rezultacie nigdy nie doczekała się ani hausmannowskiej przebudowy jak Paryż ani nikt tu nigdy nie myślał o wykupie i scalaniu gruntów. W rezultacie w niepodległość weszła ogromnie przeludniona, ciasna i z wiecznym niedoborem gruntów pod inwesycje publiczne, z którym musiał mierzyć się m.in. Stefan Starzyński próbując wybudować w mieście jakże potrzebne szkoły.

Zaborcy zrobili wiele złego, ale bali się ruszyć lokalnego systemu własności prywatnej. Wiedzieli, że będzie to oznaczało kłopoty. W związku z powyższym nie wprowadzono opłaty planistycznej ani katastru, a planowanie odbywało się w cokolwiek ograniczonym zakresie (choć nie bez sukcesów – patrz budowa trasy średnicowej, zabudowa wzdłuż al. Niepodległości czy osiedle TOR na Obozowej). Oczywiście przykład z Warszawy i prawodawstwo warszawskie promieniowało na cały kraj i wpływało na kształt miast w całej Polsce.

Wszystko to przerwała II Wojna Światowa. Jednak nawet po wojnie komuniści mieli spore problemy z polskim przywiązaniem do własności. Udało się co prawda przeprowadzić reformę rolną oraz odbudować Warszawę z użyciem dekretu Bieruta, ale jak dobrze wiemy z historii najnowszej, narzędzia te zostały wykorzystane tak niechlujnie, że w III RP otworzyły furtkę do dzikiej i często złodziejskiej reprywatyzacji, na której najrzadziej udawało się coś zarobić paradoksalnie potomkom dawnych właścicieli, a najczęściej mafii.

Powrót Wolnej Polski

Udało się natomiast objąć cały kraj planami zagospodarowania, wytyczyć rezerwy pod przyszłe drogi, itd, etc. To akurat odziedziczyliśmy w systemie prawnym III Rzeczpospolitej bez większych zmian. I od samego początku zaczęło nas to uwierać. Właściciele uważali, że skoro jesteśmy wolni, to powinniśmy w wolny sposób decydować o swojej własności. A co to za wolność jak sąsiad może sprzedać działkę pod blok, a ja nie? Co to znaczy, że działka rolna? A ja nie chcę rolnej. Itd, etc.

Część z właścicieli działek poszła w politykę i pozmieniali plany w swoich gminach. Tak zaczęła się m.in. zabudowa na zielonej Białołęce.

Inna sprawa, że w latach 90. w dużych miastach był poważny problem z dostępnością nowych mieszkań. W PRL planowano nie tylko zabudowę, ale też ludność danych miast. Trzeba było mieć pozwolenie na przeprowadzkę do Warszawy. W wolnej Polsce nie było to potrzebne, a ponieważ bezrobocie na prowincji rosło, zaczęły się migracje – na które PRLowscy planiści nie przewidzieli miejsca. Stąd zabudowa Białołęki okazała się swego rodzaju ratunkiem (oczywiście nie darmowym – problemy z usługami, drogami czy przestrzeniami publicznymi są tam do dziś).

Znajdzie się cela dla Leszka Millera

Jednak gwóźdź do trumny planowania przestrzennego w Polsce wbił w roku 2000 premier Leszek Miller, który jednym podpisem unieważnił wszystkie PRLowskie plany, nakazując gminom opracowanie nowych, a dopóki ich nie opracują – pozwalając na wydawanie warunków zabudowy (WZ-ek).

Były tylko dwa haczyki. Po pierwsze – gminy nie miały żadnego wyznaczonego terminu na opracowanie nowych planów. Po drugie – wuzetki można było wydawać uznaniowo. Kilometr dalej znajduje się blok wysoki na 10 pięter? W porządku, wydamy ci WZ na 11 pięter. Nawet jeżeli twój blok będzie stał w środku pola. Z drugiej strony samorząd często mówi, że nie jest w stanie odmówić wydania WZ, ale jest to kłamstwo. Można uwalać wydanie wuzetki chociażby za pomocą odmowy uzgodnienia wjazdów na posesję. Jak każde narzędzie, także te może być wykorzystane w złej wierze.

Jest to system ekstremalnie korupcjogenny i jestem pewien, że w swoim czasie wielu urzędników mocno się na wydawaniu WZ-ek wzbogaciło. Zjawisko to ewidentnie raziło w oczy nawet rządzących, stąd w kolejnych latach coraz bardziej ograniczano możliwości ich wydawania (chociażby regulując maksymalną odległość od pobliskiej zabudowy). Ale sam mechanizm pozostał i zostanie zakończony dopiero w tym roku z wejściem Planów Ogólnych (a i to nie do końca, ale to już szczegóły). 

Tak więc przez długie 26 lat w Polsce panowała w praktyce wolna amerykanka w dziedzinie planowania przestrzennego.

Jeżeli chłop chciał sprzedać ojcowiznę i postawić na niej magazyn logistyczny – mógł to zrobić. Jego sąsiad mógł obok postawić osiedle, a kolejny sąsiad – utrzymywać produkcję rolną. W rezultacie dostawaliśmy bloki pomiędzy magazynami a polem, których mieszkańcy z jednej strony mieli ciągły hałas od TIRów, a z drugiej sezonowy hałas od ciągników i kombajnów. Tego się niestety już naprawić nie da i polskie suburbia na zawsze będą wyglądały tak jak wyglądają.

Jak utrzymać miasto? Wersja polska

Suburbia suburbiami, ale wraz z nowym, innowacyjnym systemem budowy miast pt. “dam ci w łapę i wybuduję blok pośrodku niczego” pojawiły się oczywiście nowe problemy. Wiemy już jak Holendrzy finansowali rozbudowę osiedli. A jak robili to Polacy?

Oczywiście nowe drogi trzeba było finansować z podatków istniejących mieszkańców, przez co na remonty w centrum czy nowe inwestycje często nie starczało pieniędzy. Czasem udało się dogadać z deweloperem, żeby dorzucił się do budowy dróg. Ale generalnie to był tylko i wyłącznie wyraz dobrej woli ze strony dewelopera. Ponadto ciężko potem było tę infrastrukturę utrzymać, bo podatki od nieruchomości są w Polsce niskie, a deweloperzy nie budowali lokali usługowych (dużo bardziej opłacalnych dla samorządu), bo przecież na nich jest mniejszy zarobek. Stąd całe hektary usługowych pustyń, gdzie na kilka tysięcy mieszkań (zazwyczaj na grodzonych osiedlach) przypada jedna Żabka, do której wszyscy mają daleko.

Święte Prawo Własności blokowało jednak rozwój miast także w inny sposób. Pamiętacie pewnie kwestię rozbudowy ulicy Powstańców Śląskich na Bemowie. Rozbudowę blokowała jedna rodzina – Gmurkowie – która nie chciała sprzedać kawałka swojej działki miastu pod rozbudowę. Miasto obiecywało jej coraz większe pieniądze, ale oni ciągle licytowali w górę…

Ostatecznie zdecydowano się na uchwalenie w Sejmie specustawy drogowej i wywłaszczenie rodziny za dużo niższe odszkodowanie niż mogli wydrapać bez tego. Jak to mówią – chytry traci dwa razy. Ale od tego czasu powstały kolejne specustawy, dzięki którym rozwój kraju stał się wreszcie możliwy (mamy już specustawę drogową, kolejową, stoczniową, lotniskową, o gazoporcie, powodziową, przeciwpowodziową, atomową, przesyłową i o NATO, a rząd pracuje także nad specustawą rowerową). 

Doszło wręcz do sytuacji, w której specustawa mieszkaniowa (Lex Deweloper) służyła państwu do walki z samym sobą (dzięki niej można było ominąć zapisy planów miejscowych).

Ostatecznie kwestię rozbudowy infrastruktury rozwiązał art. 16 ustawy o drogach publicznych, czyli prawo za pomocą którego powstają prawie wszystkie ulice na Szamotach. W skrócie – im większa inwestycja, tym inwestor musi wybudować większą drogę. Samorząd wskazuje, co ma zostać wybudowane, inwestor buduje. Niektórzy płaczą, że to klienci dewelopera finansują te drogi. To oczywiście prawda, ale jaka jest alternatywa? Ostatecznie i tak zapłacilibyśmy za nie w podatkach.

Także Polacy wymyślili w ten sposób opłatę planistyczną “na okrętkę”.

Co będzie dalej?

Wraz z wprowadzeniem Planów Ogólnych sytuacja ma się trochę poprawić. Trochę, bo niestety lobby właścicieli działek jest silne, i wiele terenów które nigdy nie powinno być zabudowanych i tak zostało przeznaczone do zabudowy. 

Lex Deweloper zostało zastąpione przez Zintegrowane Plany Inwestycyjne – te też są trochę lepsze, bo pozwalają na zabudowę która jest zgodna z Planem Ogólnym. Jest to więc narzędzie do szybkiej korekty planu, w dodatku w zamian za konkretną korzyść dla samorządu – np. budynek przychodni albo szkoły.

Art. 16 pozwala na dobudowę infrastruktury komunikacyjnej (w razie potrzeby specustawa drogowa pozwoli na ominięcie sprzeciwu warchołów) – co prawda zazwyczaj po terminie, w losowej kolejności i bez zachowania spójności sieci, ale nadal. Specustawa rowerowa pozwoli na budowę dróg rowerowych. Przewiduję jeszcze dwa problemy w przyszłości – brak gruntów pod usługi publiczne (pewnie powstaną pod to kolejne specustawy, np. szkolne – o ile wystarczy dzieci) oraz problem z utrzymaniem zieleni. 

Dlaczego zieleni? Obecnie coraz częściej publiczne tereny zielone powstają (zgodnie z planami zagospodarowania) na terenach wspólnot mieszkaniowych. Deweloper je urządza, ale potem utrzymanie spada na WM – w przypadku Szamot urządzony tak jest skwer przy Dyrekcyjnej oraz skwer pośrodku osiedla Nexity. WM oczywiście są zainteresowane tym, żeby było jak najtaniej i raczej nie ma co liczyć na to, że w ten teren będą inwestować. Być może potrzeba jakiegoś drzewa, które przygniecie dziecko albo innego wypadku, żeby samorządy zaczęły na poważnie myśleć o wykupowaniu tych terenów i przejmowaniu je w zasób zieleni miejskiej. 

Ale może się mylę i ten unikalnie polski system będzie działał? Czas pokaże.

PS. Jeżeli uważasz, że to wszystko jest ok i nikomu nie przeszkadza, to wspomnij swoje słowa ilekroć stoisz w korku, bo nie wybudowano drogi na czas albo w okolicy nie ma szkoły, do której możesz wysłać swoje dziecko.

Kategorie
Komunikacja Miejska Ursus

Jaki układ komunikacyjny na północ od ul. Kompanii AK “Goplana”?

Póki co Rada Dzielnicy dała odpór Lex Deweloper firmy Strus. Jestem jednak przekonany, że projekt w tej czy innej formie wróci. 

W projekcie nowego Studium urzędnicy z BAiPP przewidzieli niemal całych Szamotach (z wyłączeniem Diamond Business Park, szkół czy CH Factory) zabudowę mieszkaniową.

Z kolei były wiceprezydent Olszewski w rozmowie ze mną w 2023 roku podkreślał, że zgodnie z wyliczeniami które przeprowadzili w Ratuszu nie ma już zapotrzebowania na dodatkową powierzchnię magazynową w tej części Warszawy – bo inwestorzy i tak preferują gminy ościenne.

Rysunek nowego studium – większość północnych Szamot to mieszkaniówka oznacza symbolem MU7, czyli skala zabudowy taka jak na Skoroszach.

Także podejrzewam, że w Planie Ogólnym północne Szamoty i tak będą przeznaczone pod mieszkaniówkę. Albo w całości albo częściowo.

Ale nawet jeżeli PO zostanie zmieniony po myśli Zarządu Dzielnicy i oprócz (lub zamiast) mieszkań powstaną tam punkty handlowo-usługowe, to mam złą wiadomość. One też będą potrzebowały wygodnego dojazdu. Kto mieszkał w okolicy Galerii Młociny czy dowolnego innego dużego obiektu handlowego wie, że to też są potworne generatory ruchu (wystarczy zobaczyć co się dzieje, gdy jest wyprzedaż w Factory żeby sobie uświadomić o co mi chodzi).

Co możemy z tym zrobić?

Na pewno nie można się nastawiać na to, że te tereny zostawią zostawione odłogiem. Mowa o dużych, niezabudowanych działkach w granicach Warszawy, blisko metra i kolei, według radnej Kurzyńskiej szacunkowo wartych ok. ćwierć miliarda złotych.

Miasto tego nie wykupi. Właściciel tego nie odpuści. Pozostaje zatem to co zwykle – planowanie.

Zastanawiałem się nad tym, jak można wpiąć północne Szamoty w układ komunikacyjny dzielnicy Włochy oraz reszty Ursusa i wyszły mi takie oto luźne propozycje:

Obie niestety mają tę samą wadę – są niezgodne zarówno z MPZP dla Szamot jak i dla Pól Karolińskich. Ale niezgodność ta nie jest duża i w praktyce dotyczy terenu skupionego dookoła działki oznaczonej jako C8.1 U/IC, czyli planowanej elektrociepłowni gazowej.

Jest technicznie możliwe, żeby ominąć ją od północy i za pomocą specustawy drogowej przeprowadzić drogę pomiędzy osiedlami Szamoty i Pola Karolińskie.

Ale są też inne wyzwania.

Zalety:

  • Dodatkowe przebicie do Nowolazurowej które mogłoby przejąć w większości rolę obecnej ul. Szamoty.
  • Ulica Habicha w roli drugiego kręgosłupa transportowego osiedla.
  • Stworzenie naturalnego ciągu komunikacyjnego – Wiadukt WD-64, Orląt Lwowskich, Henryka Brodatego, Leszczyńskiego, Licencyjna, Chrościckiego, al. 4 Czerwca 1989 r.

Wady:

  • Znacząco zwiększony ruch na Habicha (dotychczas ulica z dwóch stron ślepa i dość spokojna).
  • Nowiutki odcinek Habicha od Goplany do P7P będzie wymagał przebudowy – 3 metry szerokości nie wystarczą dla autobusów, brak zatok i przystanków.
  • Konieczność skorzystania ze specustawy drogowej, żeby zignorować MPZP dla Szamot i MPZP dla Pól Karolińskich.
  • Konieczność dogadania się z dwoma kłopotliwymi interesariuszami – Wojskiem Polskim i PKP PLK (obie instytucje mają działki na Polach Karolińskich w miejscu przedłużenia Chrościckiego, czyli ul. 4KDL).
  • Konieczność przekonania dzielnicy Włochy, że w/w rozwiązania nie wleją tranzytu w Chrościckiego (może skrzyżowanie z al. Czerwca powinno mieć same lewo i prawoskręty?)

Jak widać wady znacząco przewyższają zalety (przynajmniej w ich liczbie), ale IMO wysiłek jest wart podjęcia. 

Pytanie – co Wy o tym sądzicie?

Kategorie
Ursus

Ursus Szamoty – Aktualności – Wrzesień 2022

Wakacje już za nami, ale sytuacja gospodarcza i towarzyszące jej spowolnienie sprawia, że nowych wiadomości w sprawie inwestycji w Ursusie jakby ubyło. Tak czy inaczej zapraszam do podsumowania miesiąca na Szamotach (i nie tylko).

Rada Warszawy przeciwna uzupełnieniu obszaru “A” planu miejscowego

Stołeczni radni zagłosowali przeciwko uchwaleniu powstającego w bólach fragmentu planu miejscowego dla obszaru “A” na Szamotach, w miejscu obecnej firmy Korurs. Najprawdopodobniej rządzące ugrupowanie przestraszyło się wizji wypłaty odszkodowań.

Co to znaczy? Cały wysiłek poświęcony na stworzenie planu, ogłoszenie konsultacji itd. przepadł, a na obszarze “A” można budować na tzw. warunkach zabudowy, bez obowiązku zgodności z planem miejscowym. Biuro Architektury i Planowania Przestrzennego rozbrajająco przyznaje, że będzie teraz… analizować co dalej.

Więcej w stołecznym wydaniu „Wyborczej”.

Konsultacje planu miejscowego dla obszaru “B”

Ruszają konsultacje dla fragmentu planu miejscowego dla obszaru “B” na Szamotach, czyli charakterystycznego budynku Modelarni znajdującego się przy rondzie łączącym ul. Lalki, Cierlicką i Gierdziejewskiego. Mieszkańcy mogą się wypowiedzieć w trakcie spotkania online (4 października o godzinie 17:00, link) oraz złożyć uwagi do planu (formularz tutaj) wysyłając je pod adres sekretariat.BAiPP@um.warszawa.pl 

Więcej informacji znajdziesz na stronach Biura Architektury.

Źródło: Materiały prasowe m. st. Warszawy.

W konsultacjach warto wziąć udział tak czy inaczej, choćby żeby poznać wizję dla kawałka ulicy Dyrekcyjnej oraz zachowanych przy niej zabytków. Co w praktyce wyjdzie z uchwalania planu – czas pokaże…

Rozstrzygnięcie ws. szkoły przy Hennela dopiero 11 października

Przetarg w sprawie budowy szkoły przy Hennela ciągnie się jak spaghetti… Tym razem złożono zostało jedno odwołanie, które miało być rozpatrzone przez Krajową Izbę Odwoławczą w dniu 27 września. Niestety, przez dostarczenie nowych dokumentów termin przesunięto na 11 października. Czy tym razem już się uda?

Ronson nie chce budować na działce oświatowej

W sprawie Lex Deweloper w Ursusie nie poznaliśmy jeszcze nowej koncepcji, ale Ronson ogłosił już, że nie ma powrotu do szkoły na działce oświatowej oznaczonej numerem 119/3.

Nowe pomysły będą pewnie dotyczyły zmiany układu lub wysokości bloków proponowanych przez dewelopera. Pismo rozesłane przez firmę Ronson Development do mieszkańców osiedla Ursus Centralny można znaleźć tutaj:

Odpowiedź firmy Ronson Development.

Przebudowa środkowej części Posagu 7 Panien, Habicha i kawałka “Goplany”

W Urzędzie Dzielnicy są już dostępne projekty przebudowy ul. Posag 7 Panien, ul. Habicha oraz ul. Kompanii AK “Goplana”. Nie mogę ich (chyba) zacytować w pełnym rozmiarze, natomiast udostępniam to, co udostępniła na swoim profilu na Facebooku radna Anna Lewandowska:

Projekt przebudowy ul. Posag 7 Panien, ul. Edwarda Habicha i ul. Kompanii AK „Goplana”, na czerwono granica przebudowy.
Projekt przebudowy ul. Edwarda Habicha pomiędzy osiedlami „Centro Ursus”, „Mój Ursus” oraz „Ursus Factory”.

Ulica Edwarda Habicha

Ta dzieli się w projekcie na dwie części – jedną od ul. Kompanii AK “Goplana” do Posagu 7 Panien, nazwaną w planie miejscowym 40KD-D, pomiędzy osiedlami Next Ursus i Stacja Nowy Ursus.

Na tym odcinku ulica będzie miała dwa pasy ruchu po 2,5 metra każdy, parkowanie prostopadłe (naliczyłem 36 miejsc parkingowych), obustronną drogę dla rowerów, wyniesione przejścia dla pieszych, przejazdy rowerowe przy przejściach dla pieszych (trzech – jedno przy “Goplanie”, jedno przy Posagu i jedno pośrodku) oraz zielony pas rozdziału pomiędzy nimi.

W projekcie przewidziano też stojaki rowerowe przy budynkach, ławki, śmietniki oraz dużo zieleni – na fragmencie przy ul. Kompanii AK Goplana zmieszczą się aż cztery szpalery drzew.

Za Posagiem 7 Panien zaczyna się część ulicy Habicha oznaczona jako 41KD-D, pomiędzy osiedlami Mój Ursus oraz Ursus Factory. Tutaj plan przewiduje po jednym pasie ruchu w każdym kierunku o szerokości 3,5 metra i parkowanie równoległe po obu stronach ulicy. Jednostronna droga na rowerów będzie poprowadzona po stronie osiedla budowanego przez firmę Robyg.

Poza tym także pas zieleni pośrodku i dwa szpalery drzew, ale dla odmiany brak wyniesionych skrzyżowań (ewentualnie nie są one oznaczone w projekcie – ). Co ciekawe, na tym fragmencie ulicy znalazła się też rezerwa pod przystanki autobusowe.

Ulica Posag 7 Panien

Projekt obejmuje fragment ulicy od osiedla Next Ursus i urywa się przed skrzyżowaniem z ul. Herbu Oksza. Ścieżka rowerowa wytyczona po stronie osiedla Next Ursus, z przejazdami rowerowymi przez przejścia dla pieszych. Przystanki autobusowe przy rondzie z ul. Habicha. Szpalery drzew po każdej stronie ulicy. Po jednym pasie ruchu w każdym kierunku, pasy ruchu o szerokości 3,5 metra. Przejścia dla pieszych z azylami. Na rondzie dwa szpalery drzew. Brak miejsc postojowych – tak jak przewidziano w planie miejscowym.

Ograniczenia tonażowe

W skrócie – dopóki ulice nie zostaną przekazane miastu, niewiele da się zrobić. Natomiast po przekazaniu można będzie zwracać się w tej sprawie do Biura Zarządzania Ruchem Drogowym. Wydział Infrastruktury i Remontów miał wystosować zapytanie w tej sprawie do urzędników miejskich – dopytam, co z tego wyszło.

Estetyka

Niestety część azyli dla pieszych, wysepek itd. będzie wykonana z niezbyt ładnych prefabrykatów. Jest to efekt ustaleń z firmą Veolia, która nie chce mieć nad komorą ciepłowniczą żadnych trwałych elementów poza nawierzchnią. Za wyjaśnienia dziękuję p. Sławomirowi Cesarkowi z ursuskiego Wydziału Architektury i Remontów.

Terminy

Trudno powiedzieć cokolwiek na 100%, ale zgodnie z informacjami podawanymi przez radnych budowy ul. Habicha można się spodziewać do końca kwietnia 2023 roku, a czas oddania pierwszego fragmentu Posagu 7 Panien to grudzień 2023 roku. Przebudowa chodników przy ul. Kompanii AK “Goplana” ma być powiązana z w/w budowami.

Na przebudowę ulic Habicha i Posag 7 Panien wydano jedno pozwolenie na budowę (nr 47/A/2022), co sugeruje, że prace powinny się zaczynać lada moment. Czekam jeszcze na potwierdzenie tych informacji, ale wszystko wskazuje na to, że rok 2023 będzie początkiem ogromnych zmian w okolicy Posagu 7 Panien. Oby tak się stało!

Pełzający remont Gierdziejewskiego

Kilka miesięcy po “ratunkowym” remoncie Gierdziejewskiego Zarząd Dróg Miejskich zaczął pierwsze poprawki. Na pierwszy rzut poszły przejścia dla pieszych na skrzyżowaniu Posagu 7 Panien, Gierdziejewskiego i Czerwonej Drogi. Zmieniła się geometria skrzyżowania, a same przejścia odsunięto trochę od osi skrzyżowania. 

Niestety, o sygnalizacji czy rondzie nadal nic nie wiadomo.

Remont ul. Walerego Sławka zbliża się do końca

W skrócie – prace nad opóźnionym remontem ul. Walerego Sławka trochę przyspieszyły, i asfaltowanie rozpoczęto jeszcze we wrześniu. Pozostaje mieć nadzieję, że to już ostatni tydzień w którym ulica pozostaje nieprzejezdna.

Kolejne utrudnienia na PKP

Na koniec smutna wieść z PKP – powtórzą się utrudnienia na linii łączącej Ursus z centrum, które miały miejsce w dniach 22 sierpnia – 3 września.

Kolejarze ostatnio nie dali rady przeprowadzić niezbędnych prac na dworcu Warszawa Zachodnia, wszystkie opóźnienia i odwołania pociągów poszły na marne, kilka osób straciło stanowisko, ale ostatecznie i tak robotę trzeba będzie zrobić. Szykujmy się zatem na utrudnienia na przełomie listopada i grudnia.

Aktualizacja mapy inwestycji

Naniosłem nowe inwestycje oraz terminy na moją mapkę. Kto nie widział, tego zachęcam do zapoznania się z materiałem 🙂

LINK DO MAPY

Kategorie
Różności

Co to jest Miejscowy Plan Zagospodarowania Przestrzennego?

Planowanie przestrzenne w Polsce kuleje. Od czasu reformy planowania w latach 90. (weszła w życie w 2003 roku, unieważniając wszystkie uchwalone w PRL plany miejscowe) gminy mają obowiązek sporządzania Studium Uwarunkowań i Kierunków Zagospodarowania Przestrzennego – dokumentu strategicznego, który jednak nie jest wiążący dla mieszkańców, deweloperów czy innych podmiotów gospodarczych. 

Sporządzanie Miejscowych Planów Zagospodarowania Przestrzennego (w skrócie MPZP) co prawda też jest obowiązkowe, ale nie ma dla nich wyznaczonych sztywnych ram czasowych. W efekcie w Warszawie większość terenów (ok. 60%) nie jest objętych MPZP. Znaczy to, że można na nich budować w zasadzie wszystko, co zmieści się w pojemnym worku “Warunków Zabudowy”, byle tylko nie odstawało za bardzo od okolicznych budynków. Jest to proces bardzo uznaniowy i – jak pokazuje przykład np. byłego burmistrza dzielnicy Włochy, którego CBA zatrzymało po przyjęciu łapówki od dewelopera – potencjalnie korupcjogenny. 

Mimo tego, Miejscowych Planów Zagospodarowania Przestrzennego stale przybywa. Obszary objęte takimi planami nie mogą już być zabudowywane “wedle uznania” – obowiązują na nich rozmaite wytyczne, np. dotyczące ilości zieleni, wysokości budynków, przebiegu dróg, sąsiedztwa inwestycji czy liczby miejsc parkingowych.

Każdy nowy budynek w teorii powinien spełniać wymogi planu, inaczej nie zostanie dopuszczony do użytku. Istniejące budynki takich warunków spełniać nie muszą. Tyle podstaw.

Co gwarantuje plan

Plan Zagospodarowania jest obowiązującym aktem prawa miejscowego, a to oznacza, że do jego zapisów trzeba się w większości przypadków bezwzględnie stosować. Znika dowolność w wydawaniu decyzji o Warunkach Zabudowy (WZ) – jeżeli plan uwzględnia zabudowę do 4 pięter, to Pozwolenie na Budowę (PnB) może zostać wydane tylko na obiekt mający do 4 pięter. 

MPZP może ponadto regulować także inne aspekty przestrzeni publicznej, mianowicie:

  • Przebieg i klasę dróg znajdujących się na terenie objętym planem (w tym dróg dla rowerów);
  • Dopuszczalne ogrodzenia i przebieg ciągów pieszych;
  • Lokalizację i wygląd nośników reklamowych;
  • Linie zabudowy (czyli nie tylko wysokość, ale też sposób w jaki budynki wypełniają przestrzeń);
  • Liczbę miejsc parkingowych, stojaków dla rowerów itd.
  • Lokalizację parków, skwerów, trawników, szpalerów drzew itd.
  • Dopuszczalną działalność gospodarczą na danej działce;
  • Lokalizację usług publicznych, w tym pętli autobusowych, przychodni, szkół itd.

Każdy MPZP jest publikowany w dwóch wersjach – rysunku technicznego oraz tekstu. Rysunek techniczny jest pomocniczy względem tekstu planu, który o wiele bardziej szczegółowo definiuje wszystkie kwestie związane z poszczególnymi działkami czy ulicami.

Jak widać, MPZP w znaczący sposób określa co można robić na danym obszarze, a czego nie. Każde naruszenie MPZP może zostać zgłoszone do Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego (PINB), który to może wydać np. nakaz rozbiórki ogrodzenia albo demontażu billboardu reklamowego. 

W skrajnych przypadkach PINB może nawet nakazać wstrzymanie budowy osiedla albo nie wydać pozwolenia na użytkowanie ze względu na niezgodność z MPZP – obecnie na takim etapie znajduje się osiedle Central Garden przy Arkadii, gdzie inwestor niezgodnie z planem wybudował parking w poziomie terenu.

Czego plan nie zapewnia

Plan w porównaniu do braku planu jest silnym gwarantem ładu przestrzennego. Nie znaczy to jednak, że nie da się go ominąć. Pierwszym sposobem jest oczywiście zmiana MPZP – jak każdy akt prawny, może on zostać zmieniony. To jednak nie jest prosta procedura i protesty mieszkańców mogą na długie lata zablokować zmiany w planie.

Na (nie)szczęście dla mieszkańcow, są także inne sposoby, mianowicie specustawy. Specustawy pozwalają na ignorowanie przepisów prawa miejscowego inwestorom. Uchwalono je aby przyspieszyć proces budowy:

  • Dróg (specustawa drogowa)
  • Linii kolejowych (specustawa kolejowa)
  • Osiedli mieszkaniowych (tzw. “lex deweloper”)

Istnieją także inne specustawy, od koronawirusowej po lotniskową, ale w praktyce zazwyczaj mieszkańcom idzie mierzyć się z jedną z trzech powyższych specustaw.

Specustawa Drogowa

Założeniem specustawy drogowej było przyspieszenie budowy dróg publicznych, zwłaszcza autostrad i dróg ekspresowych. Można z czystym sumieniem powiedzieć, że cel udało się osiągnąć. Pozostały jednak skutki uboczne. 

Ponieważ budowa na podstawie specustawy drogowej jest prostsza niż na podstawie pozwolenia na budowę, drogowcy notorycznie sięgają po Zezwolenie na Realizację Inwestycji Drogowej (ZRID) nawet w przypadku dróg lokalnych. Pozwala to na błyskawiczne wywłaszczenie (za odszkodowaniem) i budowę drogi nawet jeżeli nie jest ona zgodna z planem miejscowym.

Planiści i prawnicy nie są zachwyceni tym rozwiązaniem, choć inżynierowie bronią go, twierdząc, że plany miejscowe często są tworzone przez architektów, którzy nie znają dobrze przepisów dotyczących budowy dróg, przez co rozwiązania zapisywane w MPZP nie przystają do rzeczywistości. Zdarza się też, że przepisy i standardy ulegają zmianie, a wtedy jedynym sposobem na pogodzenie dwóch sprzecznych aktów prawnych może być właśnie specustawa drogowa. 

Specustawa Kolejowa

Specustawa kolejowa jest odpowiednikiem specustawy drogowej dotyczącej linii kolejowych. Odpowiednikiem ZRID jest tutaj Ustalenie Lokalizacji Linii Kolejowej (ULLK) – podobnie jak w przypadku specustawy drogowej, pozwala ona na szybkie wywłaszczenie i zastępuje pozwolenie na budowę, znacząco skracając formalności. 

Linie kolejowe buduje się jednak w Polsce dużo rzadziej niż drogi, tak więc wpływ ULLK na planowanie przestrzenne jest (póki co) odpowiednio mniejszy.

Lex Deweloper

Specustawa mieszkaniowa, czyli tzw. “Lex Deweloper” pozwala na realizację inwestycji mieszkaniowej w miejscu, w którym plan przewiduje inny rodzaj zabudowy. Formalnie może to być tylko zamiana działki np. przemysłowej na mieszkaniową, w praktyce – jak widać po przykładzie Ursusa – można też próbować dokonać zamiany działki edukacyjnej na mieszkaniową. 

Niedawna nowelizacja Lex Deweloper pozwala także na zamianę działek handlowych i biurowych na mieszkaniowe. W założeniu ustawodawcy, ma ona pozwolić na wymianę niepotrzebnych już biur i galerii handlowych na nowe mieszkania.

Lex Deweloper nie jest jednak narzędziem tak uznaniowym i tępym jak decyzja o Warunkach Zabudowy (WZ). Aby proces zakończył się sukcesem, trzeba złożyć odpowiedni wniosek do Rady Gminy (lub Rady Miasta), gdzie musi on zostać przegłosowany przez radnych. Ponadto deweloper musi zapewnić odpowiedni dostęp do komunikacji zbiorowej oraz miejsca w szkołach dla dzieci mieszkańców. Dopiero gdy te wszystkie warunki zostaną spełnione, deweloper może dostać zgodę na zmianę przeznaczenia działki.

W praktyce nie każdy wniosek o Lex Deweloper spotyka się z przychylną reakcją radnych – w Warszawie jak do tej pory wszystkie wnioski dotyczące np. terenów zielonych były odrzucane bądź wycofywane przez deweloperów.

Swoją drogą, do obowiązków prowadzącego inwestycję – ze względu na zmiany w ustawie o drogach publicznych – należy także partycypacja w kosztach budowy lub remontu infrastruktury drogowej. Dotyczy to zarówno tych budujących na podstawie WZ jak i tych, którzy do inwestycji wykorzystują specustawę. 

W Warszawie poziom partycypacji dewelopera zależy od łącznego metrażu mieszkań budowanych w ramach inwestycji – im więcej mieszkań, tym więcej dołożyć musi deweloper.

Nie każdy plan jest dobry

Choć przy zaledwie 40% pokrycia Warszawy MPZP może to zabrzmieć kontrowersyjnie, nie każdy plan zagospodarowania jest dobry. Część z nich uchwalono przed laty – przykładem niech będzie choćby plan dla Targówka Przemysłowego uchwalony już w 2000 roku, kiedy w okolicy prężnie działały jeszcze chociażby Zakłady Tłuszczowe.

Obecnie w okolicy przemysłu jest coraz mniej, tymczasem tereny znajdujące się blisko centrum ulegają coraz intensywniejszej zabudowie mieszkaniowej. W tym kontekście wniosek o Lex Deweloper dla tej okolicy wcale nie brzmi tak źle – zwłaszcza, że nikomu nie pali się do zmiany obowiązującego planu.

Plan ten podlega pod tzw. plany utrzymaniowe – czyli plany, w przypadku których planista odwzorował stan istniejący i przypieczętował go w MPZP “na zawsze”. Jeżeli w międzyczasie charakter okolicy znacząco się zmienia, plan zamiast chronić porządek urbanistyczny po prostu blokuje niezbędne zmiany.

MPZP – czy warto?

Niezależnie od błędów, specustaw oraz problemów z MPZP z całą pewnością warto dopingować urzędników w kwestii ich uchwalania. Porządek urbanistyczny nie jest wartością samą w sobie, ale wynikają z niego bardzo wymierne korzyści – mniejszy czas stracony w korkach, lepsza dostępność usług publicznych, lepsza estetyka przestrzeni. 

Oczywiście kosztem tego jest wymuszenie na inwestorach określonych zachowań i ograniczenie wolności do dysponowania własną działką. Nie jest to jednak nic nowego, a w nowoczesnym społeczeństwie nie powinno też nikogo szczególnie dziwić – pełna dowolność do dysponowania własną działką w praktyce oznaczałaby brak możliwości zbudowania jakiejkolwiek drogi czy wytyczenia jakiegokolwiek parku, o patologicznych przypadkach takich jak lokowanie wysypiska śmieci pomiędzy blokami nie wspominając.