Kategorie
Ursus

Nudny tekst o odśnieżaniu

Tematem numer jeden tej zimy jest oczywiście odśnieżanie. Nie dziwne, bo to najbardziej śnieżna zima od 2013 roku, czyli od 13 lat. Wtedy pokrywa śnieżna pokrywała stolicę przez ponad 100 dni. Ostatnia dekada przyzwyczaiła nas raczej do krótkich epizodów zimowych, zakończonym szybkimi roztopami – i tyle.

Dlaczego więc sytuacja z odśnieżaniem wygląda jak wygląda (w mojej opinii – źle, bo okolice przejść dla pieszych i uczęszczane szlaki piesze na gruntach dzielnicy są najczęściej odśnieżone słabo)?

Postanowiłem się temu przyjrzeć od strony liczb i tego, o czym mówią mi koleżanki i koledzy z innych dzielnic.

Hipoteza nr 1 brzmiała – firmy zajmujące się odśnieżaniem co roku oferują coraz niższe stawki, przez co jest coraz mniej kasy na odśnieżanie. Tutaj postanowiłem sprawdzić ostatnie 5 lat oraz rekordowy rok 2013.

Dane wyglądają jak widać (kwota przeznaczona na oczyszczanie zimowe ulic w załączniku budżetowym dzielnicy):

  • 2013 – 225 tys.
  • 2022 – 714 tys.
  • 2023 – 500 tys.
  • 2024 – 600 tys.
  • 2025 – 750 tys.
  • 2026 – 1 mln 081 tys.

Obecne 1 mln 081 tys. jest warte 640 287 zł z 2013. Także jak widać, hipoteza ta jest fałszywa. Pieniędzy jest realnie więcej, prawie 3 razy więcej niż ostatniej tak śnieżnej zimy.

UPDATE: Za namową komentatorów postanowiłem też sprawdzić powierzchnię ulic objętych czyszczeniem. Tutaj z kolei dzieją się rzeczy niestworzone. Zobaczcie sami:

  • 2013 – 331 tys. m²
  • 2022 – 352 tys. m²
  • 2023 – 266 tys. m²
  • 2024 – 265 tys. m²
  • 2025 – 327 tys. m²
  • 2026 – 285 tys. m²

Wychodzi więc na to, że w 2026 czyszczeniem objętych jest… mniej ulic niż w 2013 roku. Dlaczego? O to już będę dopytywał na Sesji Rady Dzielnicy albo najbliższej Komisji Gospodarki Przestrzennej i Komunalnej. Jest to jednak dość dziwne, że po 13 latach i oddaniu do użytku szeregu nowych ulic praktycznie w każdej części dzielnicy, sumaryczna powierzchnia spadła. Czyżby więcej chodników podlegało pod prywatnych zarządców? Sprawdzę to.

To każe szukać winnych gdzie indziej. Odpada także opcja, że winne są władze, które nie przekazują informacji do wykonawców i ich nie kontrolują. Na ostatniej sesji pani wiceburmistrz odpowiedzialna za ochronę środowiska dość szczegółowo wymieniała wszystkie zgłoszenia od początku roku do 15 stycznia. Ewidentnie były przekazywane, a dodatkowo prowadzone były kontrole (i najpewniej zostaną naliczone kary, jak w przypadku terenów podległych ZDM).

Co zatem zawodzi? Niestety, tutaj już mogę tylko wejść w sferę spekulacji. Zgłoszenia od mieszkańców są przekazywane, budżet jest (czy wystarczający to inna sprawa – ale jest, i to wyższy niż w poprzednich latach).

Osobiście przychylam się ku temu, że najbardziej śnieżna zima od 13 lat zaskoczyła… wykonawców, którzy mają problem ze zmobilizowaniem ludzi.

Wspólnoty, które nie są ograniczone prawem zamówień publicznych ściągają na swoje tereny traktorki z pługami i maszyny czyszczące, których na chodnikach dzielnicy (nie tylko naszej) nie widać. Być może po prostu w założonym budżecie nie ma jak ich ściągnąć? Tutaj już wnioski będzie musiał wyciągnąć zamawiający.

Widać za to, jaki jest priorytet władz miasta. Odśnieżone mają być przede wszystkim ulice po których jeżdżą autobusy oraz przystanki autobusowe. Chodniki do przystanków czy przejścia dla pieszych mają priorytet drugorzędny. Wiem, że część urzędników będzie się ze mną w tym miejscu kłócić – ale tak po prostu jest w praktyce.

Oczywiście starzy mieszkańcy, których było 11 i mieszkali w jeziorze będą pisać, że przecież można przejść. Pewnie, jak się jest zdrowym i sprawnym człowiekiem to wszystko można. Gorzej z tymi mniej zdrowymi i mniej sprawnymi, rodzicami w wózkami itd. Jak pisał śp. Papież Franciszek: „cywilizację poznaje się po tym, jak traktuje się słabszych”.

Na Szamotach dodatkowym problemem są ulice wciąż w zarządzie deweloperów, które po prostu są skute lodem, bo (ponownie – w mojej opinii, jako, że Zarząd Dzielnicy się takimi szczegółami z nami nie dzieli) nie ma możliwości, żeby wyegzekwować od nich takie działania. A koszt to koszt, po co go ponosić skoro można go nie ponosić?

No i na koniec – sama ocena działań Zarządu Dzielnicy. Wejdę tu trochę w rolę adwokata diabła, ale trochę im się nie dziwię, że oszczędzają kasę. Zima póki co nie odpuszcza, kilka dni lekkiej odwilży na pewno większości śniegu i lodu nie usunie, a jeszcze jeden epizod z niżem genueńskim (wcale przecież niewykluczony) może skutecznie wyzerować budżet na odśnieżanie.

Tymczasem za kilka miesięcy i tak wszyscy o sprawie zapomną. Aż do kolejnej rekordowo śnieżnej zimy.

Niestety, obawiam się, że w klimacie w którym na duże opady śniegu można liczyć tylko raz na kilka(naście) lat to po prostu nie będzie na tyle „seksowny” temat, żeby komukolwiek przy Placu Bankowym chciało się opracować procedury na wypadek takiego wydarzenia (pan Prezydent lubi zagraniczne podróże, więc mógłby skoczyć w podróż do Helsinek czy innego Sztokholmu i spytać kolegów, jak sobie radzą). Mamy ważniejsze sprawy, czyli kłótnie o prześladowanie kierowców, krzyże w urzędach czy antyalkoholowe lewactwo 😆

A szkoda, bo w klimacie umiarkowanym przejściowym wszystko się może zdarzyć. Także kolejna całkiem śnieżna zima.

PS. Mam nadzieję, że kolejnym już poruszaniem tego zakazanego tematu nie ściągnę na siebie gniewu sędziwych kolegów z Rady Dzielnicy zarzucających #BiZU „pseudoaktywności” 😉

PS2. To moje gdybania, jeżeli ktoś z Zarządu albo Urzędu chce się wypowiedzieć i powiedzieć, jak sytuacja wygląda naprawdę to zapraszam serdecznie. Tylko jawność nas uratuje!

PS3. W głupoty pt. „ścieżki rowerowe odśnieżajo a chodników nie” wierzą tylko wyjątkowo zindoktrynowane pelikany. Nie będę się do tego nawet odnosił, bo takich ludzi nic nie przekona.

Kategorie
Różności

4 powody, dla których warto odśnieżać drogi rowerowe

Spadł śnieg, więc miasto stołeczne Warszawa zaczęło odśnieżać drogi rowerowe. Po raz pierwszy w historii zadanie to przejął Zarząd Oczyszczania Miasta, więc jest to na swój sposób epokowe wydarzenie. Jestem z tego powodu bardzo rad i mam nadzieję, że będzie tak każdej zimy. Oto cztery powody, dla których jazda pługiem po drodze rowerowej ma głęboki sens.

Dzięki temu ruch rowerowy może rosnąć

Zimą ruch rowerowy jest mniejszy. Do tej pory w Warszawie był wręcz dramatycznie mniejszy, co nie znaczy, że zerowy. Nie jest to nic dziwnego. Zimą jest zimno, jazda jest mniej przyjemna, a jeżeli do tego trzeba doliczyć ślizganie się po śniegu albo jazdę po jezdni (w końcu sieć DDR w Warszawie nadal jest dość dziurawa), wiele osób wymięka. To zrozumiałe.

Niemniej jednak są miasta na dalekiej północy, które z ruchem rowerowym radzą sobie całkiem nieźle – np. Oulu w Finlandii (znajdujące się jakieś 1400 km na północ od Warszawy). Dlaczego się tak dzieje? Badacze wskazują na dwa powody:

  • Sieć bezpiecznych, separowanych od ruchu aut połączeń rowerowych (w Warszawie mamy do tego jeszcze daleko, ale powoli idziemy w tę stronę);
  • Zimowe utrzymanie dróg dla rowerów – nie musi być to odśnieżanie „do czarnego”, ale śnieg musi być przynajmniej odgarnięty na boki.

Krótko mówiąc, odśnieżanie dróg rowerowych pozwoli ruchowi rowerowemu rosnąć. Dlatego warto wydawać na nie pieniądze, bo więcej rowerów na drogach = mniejszy tłok na drogach i w komunikacji publicznej.

Odśnieżona nawierzchnia jest lepsza od zasp i lodu

Jasne, po śniegu jeździ się lepiej niż po brei, ale breja to zazwyczaj najmniejszy z problemów związanych z jazdą na rowerze zimą. Najwięksi wrogowie zimowego rowerzysty to zaspy i lód, zwłaszcza w połączeniu – czyli na wpół stopiony i zamarznięty śnieg skupiony w pryzmach na drogach na rowerów. Odśnieżanie pozwala się go pozbyć, dzięki czemu (tak, zgadliście) ruch rowerowy może rosnąć.

Mogą z tego skorzystać też piesi

Niestety, zimowe utrzymanie chodników w Warszawie czasem woła o pomstę do nieba. W tej sytuacji zdecydowanie wolę, żeby piesi mogli przejść po odśnieżonej drodze dla rowerów niż gdyby mieli łazić po ośnieżonym i oblodzonym chodniku. Zimą i tak jeździ się wolniej, a podstawowym obowiązkiem rowerzysty powinno być uważanie na pieszych, niezależnie od tego gdzie się znajdują.

Oczywiście docelowym rozwiązaniem powinno być odśnieżanie chodników i dróg dla rowerów po równo, ale wierzę, że kiedyś Warszawa dorośnie i do tego.

Mieszkańcy będą zadowoleni

Podobno argumentem przeciwko odśnieżaniu dróg dla rowerów jest to, że aktywiści będą niezadowoleni. Nie szkodzi. Aktywiści nie są od bycia zadowolonymi, rolą aktywizmu jest zwracanie uwagi na problemy. Celem jest zadowolenie mieszkańców, a ci z całą pewnością docenią brak śniegu dla drodze dla rowerów. Nawet, jeżeli chodzą piechotą – w końcu dzięki temu mają przynajmniej kawałek odśnieżonej nawierzchni, którą mogą przejść, zamiast czekać na to, aż miasto ruszy cztery litery i odśnieży też chodnik.

Odśnieżanie dróg rowerowych ma głęboki sens. Świry na rower pójdą niezależnie od tego (opony zimowe dla rowerów wbrew pozorom istnieją), ale odsnieża się nie dla świrów, tylko dla „pikników”.

PS. Co do argumentów finansowych – Kilka lat temu odśnieżano część dróg dla rowerów „na próbę”, ale potem zarzucono to pod pozorem szukania oszczędności. Ostatecznie ZOM nie stwierdził, aby nieodśnieżanie dróg rowerowych przyniosło jakieś sensowne oszczędności.

PS2. Stanowczo dementuję, aby tekst ten powstał w reakcji na artykuł pewnego blogera motoryzacyjnego. Wszystkie podobieństwa i sytuacje opisane w tekście są przypadkowe.

PS3. Jeżeli chcecie się dowiedzieć, jakim cudem położone na zamarzniętym, oddalonym od Boga i ludzi zadupiu takim jak Oulu udaje się utrzymać gęsty ruch rowerowy, zapraszam do obejrzenia wideoeseju autorstwa Not Just Bikes.