Kategorie
Komunikacja Miejska Warszawa

#TakDlaTramwaju, czyli historia pewnego protestu

Gdy przeczytałem, że prezydent Trzaskowski uważa tramwaj wzdłuż Pola Mokotowskiego za „kontrowersyjną inwestycję” z powodu protestów 20 osób, krew się we mnie zagotowała.

Jeszcze w listopadzie 2024 roku robiliśmy protest przeciwko nowemu przebiegowi ulicy Gierdziejewskiego. Petycję podpisało 1500 osób, na proteście zjawiła się ponad setka. Nie zmieniło to zupełnie nic w podejściu miasta do tej ulicy. Ale już 20 mieszkańców ekskluzywnego osiedla na Mokotowie miało wstrzymać kluczową inwestycję dla sieci tramwajowej w Warszawie? Nie ma mojej wachcie!

Razem z ekipą z forum Skyscrapercity zmontowaliśmy naprędce protest, zebraliśmy kasę na transparenty, zaprosiliśmy organizacje lokalne… No i zaczęły się schody.

Nie będę wnikał w personalia, ale zaproszeni na protest radni Warszawy albo nie odpisali, albo się obrazili, że jak śmiem organizować cokolwiek bez ich zgody i na ich terenie. Nic to, że zorganizowaliśmy wszystko za nich i powiedzieliśmy, że oddajemy im głos w tej sprawie. Urażona duma okazała się ważniejsza.

Pewnie przyczynił się też do tego sam Trzaskowski, który niedługo po swoich słowach o „kontrowersyjnej inwestycji” wycofał się z nich rakiem i przejechał prętem po klatce, wprost uderzając w MJN, że skoro tak bardzo domagają się tramwaju, to niech nie protestują też w sprawie innych inwestycji (chodziło o halę sportową na Skrze).

To pokazuje głębszy problem Warszawy – konsultacje odbywają się w tematach, w których trzeba je odbyć, można zignorować ich wyniki tak jak radny Szostakowski, który z właściwą sobie dumą i butą oświadczył, że Platforma Obywatelska zdobyła samodzielną większość, więc może ignorować wyniki konsultacji, nawet tych cieszących się największą frekwencją w zasadzie od wprowadzenia tego procesu do prac miasta.

Gdy temat jest faktycznie kontrowersyjny, konsultacji nie ma, a wszystkie materiały się utajnia. O wyniki badań ruchu na Gierdziejewskiego musieliśmy się dopraszać miesiącami, kluczowe pytania w kwestii hali na Skrze nadal pozostają bez odpowiedzi. Gdyby władze miasta miały jaja, to wychodziłyby na przeciw takich tematów z otwartą przyłbicą, odpowiadając na pytania i rozwiewając wątpliwości. Ale wolą przepychać je na kolanie, w tajemnicy – i jeszcze się dziwią, że mieszkańcy śmią protestować albo być niezadowoleni.

Tak czy inaczej, protest się odbył. Przybyła niewielka grupa (~15 osób) ze Skyscraperów, kilka osób z Partii Razem, przedstawiciele Zielonego Mazowsza oraz jedna osoba z Nowej Lewicy – wielkie, ogromne dzięki za przybycie. Cieszę się, że są w Warszawie organizacje na które zawsze można liczyć.

Dostaliśmy za friko skrzynkę jabłek od lokalnego handlarza (do tej pory je wcinam, bo nie przejedliśmy). Wydarzenie opisała Gazeta Wyborcza oraz portal Warszawa Naszemiasto z którego pozwoliłem sobie pożyczyć zdjęcia red. Jabłczyńskiego – mam nadzieję, że nie ma nic przeciwko.

Protest skończyliśmy okrzykiem, że „ponadto uważamy, że linia metra M3 powinna zostać zniszczona, a przynajmniej przeprojektowana”.

Materiały z protestu na wszelki wypadek zachowamy na później. Gdyby okazało się, że miasto będzie próbowało rakiem wycofać się z tego tramwaju, będziemy gotowi, żeby wesprzeć lokalsów w walce o te tory. Mimo foszków-paproszków i tym podobnych. Urazy nie chowam a walka o lepszy transport w mieście nie powinna dzielić, a łączyć!