Wyskoczyłem z rodziną na Maltę. Tym razem bez auta, bo ruch lewostronny mnie stresuje i bez wyraźnego celu samorządowo-aktywistyczno-dziennikarskiego. Niemniej jednak postanowiłem spisać kilka wniosków dotyczących ruchu drogowego.
Zastrzeżenie: to malutki, wyspiarski kraj w którym żyje jakieś 600 tys. ludzi i jest wielkości Krakowa, także nie da się go porównać do Warszawy. Malta jest też dość samochodziarska (576 aut na 1000 mieszkańców, Polska ma 629) oraz bardzo gęsto zaludniona (1,649 osób na km2, Polska – 126 os. / km2).


Samochody są dopuszczone nawet w średniowiecznych miastach, mają dla siebie absolutną większość przestrzeni na drogach – nawet, jeżeli dałoby się coś więcej wykroić dla pieszych (to nie zdarza się jednak często, zazwyczaj jest mega ciasno).


Dla pieszych jest niewiele przestrzeni, natomiast w większości przypadków jest wyraźnie oddzielona wysokim krawężnikiem.

Ruch rowerowy i infrastruktura rowerowa jest prawie nieistniejąca.
Mimo wszystkich powyższych punktów, krawężniki to jest niemal nienaruszalna granica. Parkuje się w liniach, koniec kropka. Tutaj jeden z nielicznych przypadków innej organizacji ruchu:

Podobnie na wyjazdach z garaży, skrzyżowaniach czy wyjazdach z posesji. Nikt tam nie staje.
Podobnie VIPy – mają wyznaczone miejsca i tam mogą sobie stać. Gdzie indziej się nie da.

Koperty dla niepełnosprawnych są wytyczane pod domami osób z niepełnosprawnościami, są dostępne per indywidualny identyfikator.

Miejsca dla dostaw pod sklepami są regulowane czasowo, od 15 do 45 minut. Poza godzinami otwarcia sklepu można parkować bez ograniczeń.

Parking najczęściej jest uregulowany czasowo.

Grzywny i mandaty są bardzo wysokie.

Podsumowując – w bardzo samochodziarskim, ciasnym kraju udało się osiągnąć większy porządek niż w płaskim jak stół i szerokim kraju jak Polska. Nie chodzi tu o dostępność miejsc parkingowych, bo ta na Malcie jest fatalna. Chodzi po prostu o szacunek dla prawa i porządku.
Największe wykroczenia drogowe jakie widziałem to parkowanie na chodniku na Gozo (ale w miejscu w którym można było przejść) i prowadzenie dostawy z miejsca dla EV.

Czasem czytam sobie wypowiedzi “wolnych ludzi” którzy uważają, że parkowanie zgodnie z zasadami i płacenie za parking to “mentalność niewolnika”, podobnie jak zgłaszanie wykroczeń do służb. Kochani, jest to tzw. gówno prawda. Mentalność niewolnika i pańszyźnianego pachoła to jest właśnie anarchistyczne niszczenie przestrzeni wspólnej, łamanie prawa i traktowanie swojego wozu drabiniastego jako niezależnego królestwa. Odreagowywanie na innych swoich życiowych porażek i upokorzeń oraz lenistwo. Innego wytłumaczenia nie widzę.
A na takich ananasków jest tylko jedna rada. Tłuc batem i patrzeć czy równo puchną.
I do tego będę konsekwentnie dążył.

PS. Maltę turystycznie bardzo polecam, także z dziećmi. Byle tylko bez wózka dziecięcego, bo to będzie mordęga 🙂